Ciężar wielkości. Robert Lewandowski i Barcelona w 2023 roku

Ciężar wielkości. Robert Lewandowski i Barcelona w 2023 roku

29 December 2023

Zdobył tytuły króla strzelców i mistrza Hiszpanii. Jednocześnie odarto go z boskości. Jaki rok 2023 zaliczył w Barcelonie Robert Lewandowski?

Najpierw przecieraliśmy oczy ze zdumienia, widząc jak Robert Lewandowski, strzela w La Liga gola za golem. Obrazki z jesieni 2022 roku aż prosiły się o komentarz w stylu młodzieżowego slangu: „Lewy wciąga La Ligę nosem”. Facet, przeskakując z trzeciej lub czwartej do drugiej wśród najlepszych lig świata, aklimatyzację przeszedł w błyskawicznym tempie. Miał też wokół siebie nietuzinkowe towarzystwo, które na początku poprzedniego sezonu La Liga obsługiwało Polaka bogatym wachlarzem różnorakich podanio-asyst.

Dembele, Raphinha, Gavi, Kounde, Balde czy Pedri – cała ta grupa miała wejście smoka w sezon 2022/23. Niestety, zdecydowana większość tych kompanów kapitana reprezentacji Polski z różnych przyczyn zaczęła się sypać w kolejnych miesiącach. Dembele i Pedriego wiosną 2023 zjadły kontuzje. Raphinha i Balde zagubili nie tylko formę, ale też chemię z Robertem. W tych okolicznościach styl gry Barcy uległ głębokiej rewolucji. W poczynaniach teamu Xaviego więcej było Cholismo niż Cruyffizmu. A to przekładało się w oczywisty sposób na żywot środkowego napastnika.

ROBERT LEWANDOWSKI W BARCELONIE: PIERWSZA RYSA NA POMNIKU

Równocześnie toczył się prywatny film o „Lewa”, jak mówią o nim Hiszpanie. Pierwszą rysą na pomnikowym obrazie Polaka była oczywiście faza grupowa Ligi Mistrzów. Z jednej strony 5 goli, w tym dwa z Interem w Barcelonie. Ale mnie najbardziej zapadł w pamięć mecz obu zespołów w Mediolanie. Tam Milan Skriniar, ówcześnie grający w zespole rywala, wyłożył jak na tacy kolegom po fachu przepis na pacyfikację Roberta. Zdecydowana, bardzo kontaktowa, nasiąknięta złośliwościami gra odcięła Lewego nie tylko od szans bramkowych, ale także, a może przede wszystkim od dobrego boiskowego samopoczucia.

W następnych tygodniach, a raczej miesiącach, bo przecież w listopadzie i grudniu 2022 roku mieliśmy przerwę mundialową, poczęli pojawiać się skuteczni naśladowcy słowackiego stopera. Dla przykładu Lewy dosłownie nie miał życia w dwumeczu z Manchesterem United w Lidze Europy. Wodząc w tamtej konfrontacji oczami bardziej za Polakiem, niż toczącą się po murawie piłką, można było dostrzec, jak Anglicy bezpardonowo atakowali dziewiątkę z Camp Nou. Odnosiło się nawet wrażenie, że Lewy bardziej obrywa od pilnujących go rywali, gdy piłka, podobnie jak wzrok sędziów, jest w zupełnie innej strefie boiska.

ROBERT LEWANDOWSKI: PROBLEMY Z SĘDZIAMI

Takie obrazki stały się immanentną częścią boiskowego życia Lewego przez cały 2023 rok także w La Liga. Kwintesencją takich obrazów było niedawne starcie z Rayo, w którym Florian Lejeune z kolegami robili co chcieli, a bezstronni kibice przecierali oczy ze zdumienia: jak to możliwe, że sędziowie, także ci z VAR-u, tego nie widzą?

Swoją drogą od sędziów zaczęły się pierwsze problemy Roberta w kończącym się właśnie roku. „Potarcie nosa” w listopadowym starciu w Pampelunie kosztowało Roberta 3 ligowe mecze „odsiadki” u zarania 2023 roku. Nie oznaczało to rozbratu z futbolem, bo równocześnie Barca toczyła pucharowe boje. W Arabii Saudyjskiej wraz z Lewym dała popis w finale Superpucharu Hiszpanii. Gol z powalonym na deski Realem i trafienie we wcześniejszym półfinale z Betisem dawały nadzieje, że 2023 będzie kolejnym, którym to już z rzędu, rokiem imienia Wielkiego Lewego.

WYSYCHAJĄCA STUDNIA Z GOLAMI

Niestety, wraz z upływem kolejnych tygodni, a potem miesięcy studnia z golami Polaka poczęła wysychać. Zespół Xaviego nadal dopisywał kolejne wygrane. Ale inaczej niż to miało miejsce jesienią, wykorzystywał do tego inne narzędzia niż „grajcie na Roberta”. Na braku kontuzjowanych wiosną Pedriego i Dembele zwłaszcza, cierpiał Polak. Już wtedy toczyły się dyskusje, kto powinien, a może bardziej, może być barcelońskim Thomasem Muellerem dla Lewego. W tej roli nie sprawdzali się nawet w minimalnym stopniu dostępni wtedy skrzydłowi: Fati, Ferran, a nawet Raphinha.

Polak z meczu na mecz irytował się na nich coraz bardziej, jednocześnie przypominając momentami wysuniętą, acz odciętą od macierzy oceanem rywali, placówkę Balugrany. Kwintesencją tamtego okresu jest pamiętne pudło w wygranym meczu z Atletico na Camp Nou. Lewy, miast podawać do kolegi, który miałby strzał do tzw. pustaka, oddał równie niezrozumiałe, co fatalne uderzenie na bramkę Jana Oblaka.

ROBERT LEWANDOWSKI: KRÓL STRZELCÓW LA LIGA 2023

To wtedy właśnie Polak był w apogeum snajperskiej niemocy. W 8 meczach La Liga strzelił tylko 2 gole i to w starciu z już wtedy zdegradowanym Elche. W żadnym jednak momencie tak naprawdę, korona króla strzelców, zwana w Hiszpanii Trofeum Pichichi, nie była zagrożona. Konkurencja, a właściwie jedyny rywal, Karim Benzema nie grzeszył regularnością i piłkarskim zdrowiem.

Na ostatniej prostej Lewy odpalił. Trochę na przekór chwiejnej formie Barcy, która wobec braku realnej konkurencji kuśtykała do mistrzowskiej korony. Czy wygrywała, czy przegrywała, Robert strzelał. Można było nawet odnieść wrażenie, że wyzwolił się z pewnych zespołowych zależności, że udowadnia, iż nie potrzebuje cieplarnianych warunków, niczym z czasów Bayernu, by robić swoje. Sezon skończył z 23 golami, a w sumie, licząc wszystkie rozgrywki, nastrzelał 33 gole w 46 meczach. Daj Panie Boże Polaka, który w jakieś tam dającej się przewidzieć przyszłości zrobi coś podobnego w jednym z najlepszych klubów świata początku XXI wieku. Roberta broniły statystyki, więc Krytyka w Hiszpanii siedziała cicho. Tam rzecz jasna postrzeganie „Lewa” jest inne niż w Polsce: to piłkarz klasy światowej, bez którego goli nie byłoby mowy o detronizacji Realu.

POZORNE ODRODZENIE

Ta percepcja zaczęła się zmieniać dopiero na pewnym etapie aktualnego sezonu. Barca po transferowym lecie się zmieniła. Na lepsze, patrząc choćby w statystyki i na jakość gry portugalskiego duetu Joao. W tych okolicznościach oczekiwania co do produktywności strzeleckiej Polaka musiały być podobne do jego wyczynów z jesieni 2022 roku. Można było nawet odnieść wrażenie, że ten poszukiwany przez cały poprzedni sezon druh dla Lewego zrodził się naturalnie. Felix obsługiwał Roberta świetnymi piłkami, a sam też korzystał na grze Polaka. Do tego dochodzili inni, mimomimo że znów na L4 był najlepiej rozumiejący intencje i pomysły Lewego Pedri. Była więc wrześniowa seria 4 meczów z 5 golami. I nagle wszystko się popsuło.

ROBERT LEWANDOWSKI: ODARTY Z BOSKOŚCI

Lewy powinien stać w polu karnym, czy może jednak szukać gry poza jego obrysem? To już postać dobijająca powoli do drugiego brzegu rzeki? Czy wreszcie jego zdolności fizyczne nie uległy pewnemu regresowi? To, co do pewnego momentu było tylko akademicką dyskusją, stało się odbiciem realnych występów Polaka na boisku. Nieskuteczny. Mający koordynacyjne problemy. Popełniający proste błędy techniczne. Wreszcie uderzający w doskonałych sytuacjach piłkę nosem czy barkiem, miast głową. Odarty z Boskości Lewy przestał być chyba nawet w oczach kolegów liderem czy wodzirejem tej barcelońskiej ferajny. Coraz częściej bowiem w sytuacjach dwuwyjściowych partnerzy sami woleli kończyć, niż podawać do dziewiątki.

Jako że słabsza albo wręcz słaba forma Polaka korespondowała z coraz słabszymi wynikami Barcy, tzw. Krytyka dostała skrzydeł i coraz śmielej poczęła uderzać w naszego rodaka. Rozumowanie jej jest bowiem następujące: Lewy zastąpił Messiego. Tamten nosił przez lata Barcę na plecach. Polak powinien robić to samo. Nieważne, że to inna Barca. Że inne gwiazdy, czy może bardziej gwiazdki, też mają wahania formy. Że obrona się coraz częściej sypie, a pomoc zmienia się personalnie jak w kalejdoskopie. Lewy ma strzelać. Może mieć słabszy mecz, ale żeby było ich kilka? To już nie do zaakceptowania. Nieważne, że Raphinha knoci co może. Nieważne, że Felix światowo zagrał ostatnio tylko z Atletico. To Lewy ma czynić cuda. W końcu sam sobie zawiesił ekstremalnie wysoko poprzeczkę. Przecież jesienią 2022 roku wciągnął La Ligę nosem.

AUTOR: PIOTR LABOGA (CANAL+SPORT)

Udostępnij