Villarreal – żwawy stulatek

Villarreal – żwawy stulatek

24 sierpnia 2022

100 lecie – to brzmi dumnie. Można poświętować i powspominać stare piękne czasy. Ta zasada nie obowiązuje jednak w Villarreal. Tam Historia (celowo użyłem dużej litery) ma ciut więcej niż 20 lat a muzeum zaczęło się zapełniać treścią dopiero rok temu, gdy w Gdańsku Grogets (żółci w dialekcie walenciańskim) sięgnęli po puchar za wygraną w Lidze Europy.

Kiedy zegar milenijny wybijał północ, klub mógł się poszczycić raptem jednym sezonem w La Liga, po którym z hukiem wrócił do szeregu. Ten zaś i tak w skali historycznej trzeba nazwać szczytem, bo Villarreal przez kilkadziesiąt lat był marką zaledwie regionalną. Jeśli się ma jednak potężne zaplecze przemysłu ceramicznego i niezwykle płodną w zarządzaniu futbolem rodzinę Roigów, można zbudować markę europejską.

Mister Europa League

Od kilkunastu lat boją się ich w Hiszpanii i w sumie także w Europie, choć przyznajmy, że Żółtych stać też na negatywne skrajności. Niby z jednej strony to dwa półfinały Ligi Mistrzów, z drugiej jednak niewiarygodny spadek z ligi w 2013 roku bądź dramatyczny bój o utrzymanie raptem 3 lata temu. Na całe szczęście po tamtej ostatniej turbulencji do Villarreal przybył także Mister Europa Leaque, jak go nazywają w Hiszpanii, czyli Unai Emery. Ten perfekcjonista, mistrz pantomimy i niezmordowany wykładowca taktyki wszelakiej nie tylko nie zamęczył godzinami teorii swoich podopiecznych, ale stworzył, w sumie za niewielkie pieniądze, maszynę do wygrywania i co najważniejsze sięgania po trofea. Dzięki temu miast na stulecie wystawić Puchary Glazurnika wielkości pałacowego żyrandola, można kibicom znów zaprezentować Ligę Europy 2021.

Marzenie o podium

W Villarreal nikt nie chce żyć wyłącznie historią, nawet tą najnowszą. Ważna jest przyszłość, nie ta odległa, liczona pięciolatkami a namacalna, ta na wyciągnięcie ręki. Upchnięty w samym centrum wyjątkowo nieurodziwego miasta stadion przechodzi gruntowną renowację. Do nowego roku Grogets muszą więc grać mecze „u siebie” na obiekcie zaprzyjaźnionego Levante, który też raptem rok temu otworzył się na nowo po modernizacji. Jako że gra na wyjazdach do tej pory była piętą achillesową zespołu (porażki wiosną w Kadyksie, Elche, Pampelunie, Vitorii…), w tej materii musi nastąpić radykalna poprawa jeśli klub marzy o sukcesie. Tym zaś na stulecie może być tylko powrót do Ligi Mistrzów, a może i miejsce na podium. Ta sztuka do tej pory udała się dwukrotnie, ale to były zupełnie inne, choć w sumie nieodległe czasy.

Ochotę na pozycje 1-4 w ligowej tabeli ma (oprócz wielkiej trójki oczywiście) Sevilla, ale też Betis i Real Sociedad. Konkurencja jest więc piekielnie mocna, ale to Villarreal ma najbardziej zbilansowaną i konkurencyjną kadrę, abstrahując od tego jak ona finalnie będzie wyglądać. Villarreal nie jest krezusem, ale daleko mu do finansowych turbulencji albo dziur budżetowych, jakie dotyczą choćby Betisu. Najdrożsi piłkarze (Paco Alcacer i Arnaut Danjuma) kosztowali niespełna 25 mln euro „za sztukę”, zaś globalne wydatki transferowe sięgają około 50 mln rocznie i zazwyczaj są z nawiązką rekompensowane sprzedażą swoich „produktów”.

Siła to zespół

prev
next
Siłą Villarreal jest kolektyw

Siłą Villarreal jest kolektyw

Dziś jednak Villarreal może, ale nie musi sprzedawać, choć trzeba przyznać, że doktrynalnie trzyma się równowagi sportowo-finansowej. Udało się więc pozbyć zarabiających stanowczo za dużo, jak na wkład własny w dobro klubu, Paco Alcacera, Pervisa Estupińana czy Boulaye’a Dii. Ciągle do wzięcia są też warte krocie srebra rodowe: Pau Torres, Yeremy Pino czy Juan Foyth. Cokolwiek się wydarzy, obrotność departamentu sportowego klubu szybko zasypie powstałe dziury, nawet jeśli pozornie mogą to być piłkarze, którzy sportowo i rynkowo nie niwelują utraconej piłkarskiej jakości. Tu do akcji wkracza Emery, potrafiący przywrócić bądź nadać blasku teoretycznie zgranym już piłkarskim kartom. Ostatnie dwa sezony są tego koronnym dowodem.

Siłą zespołu jest.. on sam. Może to banał, ale jakże prawdziwy w tym konkretnym przypadku. W zeszłym sezonie wobec słabszej formy, bądź przede wszystkim kontuzji piłkarzy pokroju Alcacera, Gerarda Moreno czy Danjumy, w naturalny sposób ograniczających pole manewru i produktywność zespołu, szczególnie na poziomie Ligi Mistrzów, Emery potrafił właśnie zespołowością maskować oczywiste niedomagania zespołu. Nie chodzi tu tylko o zaangażowanie, braterstwo czy tzw. intensywność, ale o perfekcyjnie nakreśloną pod konkretnego rywala taktykę/strategię, podkreślmy: dobrze realizowaną przez piłkarzy.

Ważna młodzież

Mimo, że Emery słynnie z zamęczania piłkarzy wszelkimi detalami, to nie widać zmęczenia drużyny aptekarskim podejściem szkoleniowca. Wręcz przeciwnie. Czuć symbiozę między ławką a boiskiem, nieustanny rozwój bądź przemianę kolejnych piłkarzy. Do tego dochodzi młodzież, której rola w tym sezonie wcale nie musi być incydentalna. Nicolas Jackson i Alex Baena już pokazali swoją wartość a wyjątkowa kumulacja meczów w tym piłkarskim roku tylko może sprzyjać ich częstszym występom. Nie ujmując ważności i sprawczości żadnemu z piłkarzy Emery’ego, trzeba tu uwypuklić jednego z nich. Saga ze ściągnięciem Giovanniego Lo Celso trwała całe lato, a Emery – można to sobie wyobrazić – zaglądał kilka razy dziennie do gabinetów z pytaniem: czy to już? W końcu się udało i choć to nie transfer a tylko wypożyczenie, dla Unaia to gracz bezcenny. Pokazała to Liga Mistrzów, mimo że nie w statystykach drzemie siła Argentyńczyka. Zaledwie gol i asysta wiosną – czyli w sumie nic, ale o wpływ na grę kreacyjną zespołu tu chodzi. Tak to widzą eksperci, to wie sam trener.

LaLiga to priorytet

Perspektywa sięgnięcia po Ligę Konferencji Europy jest kusząca, ale przynajmniej do fazy pucharowej można sobie dać na luz. Villarreal z powodzeniem stosował ten schemat już dwa lata temu w bardziej konkurencyjnej fazie grupowej Ligi Europy. Priorytetem jest bez wątpienia LaLiga. To ona będzie dla Grogets nową Ligą Mistrzów. Tu każdy mecz będzie finałem, a trzeba przyznać, że Villarreal przez ostatnie dwa lata pokazał, że odnajduje się w takiej rzeczywistości całkiem dobrze.

Koniec z odbębnianiem meczów z Cadiz czy Elche, koniec z serią wyjazdowych niemocy. Nawet jeśli ferajna Emery’ego nie jest w stanie seryjnie ogrywać mocarzy, to w lidze nie o spektakularne wiktorie a ciułanie seryjnie punktów przecież idzie. Villarreal pewnie spogląda ku szczytom La Liga. Chce wykorzystać potencjalne słabości duetu z Sevilli i innych konkurentów. Kto wie, może postraszy też Gigantów? Mistrzem nie będzie, ale czy powtórka z 2008 roku jest niemożliwa? Z obecnym trenerem za sterami można sobie taki scenariusz wyobrazić. Byłby pięknym zwieńczeniem stulecia klubu, który coraz odważniej rozpycha się łokciami w Hiszpanii i Europie.

Piotr Laboga

Udostępnij