Śląsk mistrzem Polski? Musiałby pokazać inną twarz niż jesienią

Śląsk mistrzem Polski? Musiałby pokazać inną twarz niż jesienią

9 February 2024

Jeśli wiosną zobaczymy taki sam zespół lidera, Śląsk Wrocław nie zostanie mistrzem Polski. Kandydat do tego tytułu musi grać inaczej.

Kiedy w drugiej połowie kwietnia ubiegłego roku Jacek Magiera zostawał po raz drugi trenerem Śląska, zastał zespół w strefie spadkowej. Pracę rozpoczął od dwóch porażek, po których jego zespół tracił cztery punkty do bezpiecznej strefy na cztery kolejki przed końcem sezonu. Nikt przy zdrowych zmysłach nie postawiłby, że pół roku później Śląsk będzie liderem Ekstraklasy z przewagą trzech punktów nad … drugą Jagiellonią, która tamten sezon skończyła tuż nad wrocławianami.

I na tym polega właśnie piękno piłki. Sukces, jakim było utrzymanie, okazał się świetnym fundamentem do zbudowania zespołu, który grą radości postronnym kibicom nie daje, za to wyniki ma kapitalne. Przypomnijmy, że majowy sukces rodził się w bólach. W sześciu spotkaniach za kadencji Magiery drużyna zdobyła siedem punktów, przegrywając na zakończenie rozgrywek na Legii. Na szczęście dla Śląska w tym samym czasie Wisła Płock przegrała na Cracovii i to ona opuściła grono ligowców.

MAJSTERSZTYK Z EXPOSITO

Po 19 kolejkach bieżącego sezonu Śląsk jest liderem z 41 punktami na koncie. Na czym zbudował ten wynik? Na solidnej grze defensywnej całego zespołu, skutecznych fazach przejściowych i na oddaniu opaski kapitańskiej Erikowi Exposito. To tak w skrócie. Szerzej warto napisać o Exposito, najlepszym piłkarzu jesieni w lidze. To, że umiejętności ma jak na realia Ekstraklasy, ogromne, wiedzieliśmy od dawna. Szkopuł w tym, że pokazywał je nam dość oszczędnie. Za to nie zawsze oszczędnie otwierał lodówkę.

To wszystko pokazuje, jak istotną rolę odgrywają relacje na linii piłkarz – szkoleniowiec. Jacek Magiera potrafił dotrzeć do Hiszpana. Przekonać go do pracy. Dając mu kapitańską opaskę, jeszcze mocniej podkreślił zaufanie do niego. A także jeszcze mocniej wyraził oczekiwania: Ty masz być liderem tego zespołu! Wiem, że potrafisz to zrobić. Zadziałało. Ukłony dla szkoleniowca wrocławian. Taki Exposito to ozdoba tej ligi. Trochę trenerowi pomogła też sytuacja kontraktowa Hiszpana, który ma świadomość, że gra o nową, znacznie atrakcyjniejszą umowę. Prawdopodobnie w klubie z innej finansowej rzeczywistości niż nasza liga.

ODMIENIONA FILOZOFIA JACKA MAGIERY

Wrócimy jednak do samego zespołu. Jacek Magiera zmienił swoją filozofię. Kiedyś wolał wygrać 5-4 niż 1-0. Bronił meczów swojej Legii zakończonych hokejowymi wynikami w Lidze Mistrzów z BVB i Realem. Odkąd jednak wrócił do Śląska, porzucił futbol romantyczny i stanął po stronie piłkarskiego pragmatyzmu. Już kiedyś szedł tą drogą, próbując ratować posadę przy Łazienkowskiej latem 2017 roku. Wygrana w Płocku 1-0 po bramce Jarosława Niezgody oraz pokonanie Zagłębia w podobnym stylu tydzień później dalszej pracy w Warszawie mu nie zagwarantowały. Wtedy Magierę pogrążyło odpadnięcie z pucharów z Sheriffem Tiraspol oraz porażka we… Wrocławiu ze Śląskiem prowadzonym przez Jana Urbana, którego był swego czasu asystentem.

ŚLĄSK MISTRZEM POLSKI PO 12 LATACH?

Śląsk zdobył w 19 kolejkach 41 punktów. Bardzo dużo. O trzy więcej niż w mistrzowskim sezonie 2011/12. Tyle że wtedy do końca sezonu było już tylko 11 spotkań. Teraz zostało ich cztery więcej. To 12 punktów więcej do zdobycia… i do stracenia. Wtedy głównym rywalem ekipy Oresta Lenczyka wydawała się tylko Legia, która ostatecznie zajęła zaledwie 3. Miejsce, sensacyjnie wyprzedzona przez Ruch Chorzów Waldemara Fornalika. Dziś realne szanse na zagrożenie wrocławianom może mieć kwintet Jagiellonia, Lech, Raków, Legia, Pogoń. Poza Jagiellonią, która zaliczyła fantastyczną jesień, łącząc znakomity wynik z widowiskową grą, pozostałe cztery drużyny delikatnie zawiodły.

SILNIEJSZA KONKURENCJA

Moim zdaniem wiosną nasz eksportowy kwartet będzie lepiej punktować. Legia i Raków łączyły ligę z pucharami. Wyjątkowo trudno sztuka. Głównie dlatego potraciły sporo oczek. Legia popełniała niespotykaną liczbę błędów indywidualnych w defensywie jak na zespół walczący o mistrzostwo. Raków mierzył się z kilkunastoma kontuzjami. Lech ma duży potencjał ofensywny, ale szwankowało zachowanie zespołu po stracie piłki. To głównie ma poprawić nowy – stary trener Mariusz Rumak. Wreszcie Pogoń, która grą zachwycała jeszcze bardziej niż Jagiellonia, po czym koncertowo traciła bramki…

Każdy z tych zespołów stać na, by te elementy poprawić. Punktować lepiej niż jesienią i naciskać na lidera. To po pierwsze. Po drugie, mam wątpliwości czy Śląsk będzie wiosną równie skuteczny, co jesienią. Skąd te wątpliwości? Drużyna Jacka Magiery opanowała niemal do perfekcji sztukę wyczekiwania na błąd przeciwnika. Gdy rywala karciła, ryglowała dostęp do własnej bramki. Groźnie kontrowała, czasami skutecznie i dopisywała trzy punkty.

PLAN, KTÓRY MA GRANICE

Plan prosty i skuteczny, ale ma swoje granice. Tylko trzy razy Śląsk jako pierwszy tracił pierwszego gola w meczu, który ma ogromny wpływ na ostateczny wynik spotkania. Najmniej w całej lidze. „Piłka nożna to gra błędów” - ten bon mot zna każdy kibic futbolu. Nie mam wcale przekonania, że to zawsze Śląsk jako pierwszy będzie regularnie ten błąd wykorzystywał. Co się stanie, jeśli rywale będą w tym skuteczniejsi?

Jak na zespół o aspiracjach mistrzowskich, gracze Jacka Magiery nie brylowali w ataku pozycyjnym, na który często jest się skazanym, gdy traci się pierwszego gola. Śląsk będzie teraz występował w roli faworyta. Niektórzy rywale świadomie „oddadzą” piłkę ekipie z Dolnego Śląska. Czy będzie ona potrafiła z tego zrobić użytek w ataku pozycyjnym, skoro jesienią pod tym względem nie imponowała? Zresztą nawet za bardzo nie próbowała. Niższe posiadanie piłki miały tylko Warta i Puszcza, broniące się przed spadkiem.


DWA EMBLEMATYCZNE MECZE

Spójrzmy na statystyki goli oczekiwanych, które jakąś prawdę o piłce zawierają. Według nich Śląsk powinien był strzelić niespełna 26 goli. Strzelił 31. Powinien był stracić blisko 25 goli, a stracił… 15! Szczęście, tak w futbolu potrzebne? Trochę tak. A, jak wiemy, fortuna kołem się toczy. W pamięci szczególnie utkwiły mi dwa mecze Śląska z jesieni. Pierwszy to wysoka wygrana z Legią, powszechnie uznana za świetny mecz Śląska. Tak to wygląda przez pryzmat wyniku. Ale prawda jest taka, że w pierwszej połowie goście byli o klasę lepsi i wykreowali dwie bardzo dobre sytuacje. Gual trafił w poprzeczkę, Rosołek nie trafił czysto w piłkę, a w drugiej połowie piłkarze Legii prześcigali się w indywidualnych błędach m.in. w ustawieniu, z czego pięknie skorzystał Śląsk.

ŚLĄSK MISTRZEM POLSKI? JESIENNY WYNIK PONAD STAN

Drugi to remis z Rakowem. Święto we Wrocławiu. 40 tysięcy widzów na trybunach. Pierwsza połowa wyglądała jak trening taktyczny, w którym Śląsk miał następujące założenia: po odbiorze jak najszybciej oddać piłkę Rakowowi i „przesuwać się w niskiej obronie”. Piłkarze lidera robili to bezbłędnie. Nie byli w stanie po odbiorze piłki wymienić trzech podań. Naprawdę żal było na to patrzeć. Pełna kontrola Rakowa, ale do przerwy tylko 0-1. Druga połowa była już lepsza, o co nie było trudno. Śląsk wykorzystał pierwszy błąd przeciwnika, spotkanie zakończyło się podziałem punktów. Tak nie może grać kandydat na mistrza, stąd moje wątpliwości. Wynik jesienią był wyjątkowy, ale oceniając zawartość meczów – zdecydowanie ponad stan.

Działacze Śląska zimą nie próżnowali. Zespół został wzmocniony. Drużyna przygotowywała się na obozie w Chorwacji, z dala od oczu innych ekstraklasowych sztabów szkoleniowych przebywających głównie w Turcji. Nad czym tam pracowali? Jeżeli wiosną zobaczymy taki sam Śląsk, jak jesienią, to ten zespół nie obroni pozycji lidera. Chyba że pokaże również inną twarz. Wtedy historia sprzed jedenastu lat może się powtórzyć.

AUTOR: RAFAŁ DĘBIŃSKI (CANAL+SPORT)

Udostępnij