Szaleństwa panny Emmy. Co się dzieje z rewelacją światowego tenisa?

Szaleństwa panny Emmy. Co się dzieje z rewelacją światowego tenisa?

3 May 2023

Niespełna dwa lata temu triumfowała w US Open. Sprawiła jedną z największych sensacji w historii tenisa. Dziś musi pogodzić się z wypadnięciem z czołowej setki rankingu WTA. Jak Emma Raducanu poprowadzi dalszą karierę?

Ostatnią szansą 20-latki na pozostanie w TOP 100 miał być turniej w Madrycie i osiągnięcie w nim czwartej rundy. Misja z gatunku niemal niemożliwych, bo – jak wynikało z drabinki – już w drugim meczu na Raducanu czekała Iga Świątek. Do pojedynku jednak nie doszło. Brytyjka wycofała się z zawodów z powodu kontuzji ręki, a dzień wcześniej wzięła udział w kuriozalnej konferencji prasowej. Dziennikarze z Wielkiej Brytanii zadali jej 16 pytań. Ona – choć uchodzi za bardzo otwartą w stosunku do mediów – wypowiedziała łącznie 58 słów. Po interwencji przedstawiciela WTA konferencja została zakończona.

EMMA RADUCANU NA TENISOWYM ROLLERCOASTERZE

Raducanu wziął w obronę Greg Rusedski – były numer jeden brytyjskiego tenisa. „Patrzę na konferencję Emmy z Madrytu i muszę powiedzieć, że jej współczuję. Dokonała najtrudniejszej rzeczy, jaką można wyobrazić sobie w tenisie – zwyciężyła w Wielkim Szlemie jako kwalifikantka, a czegoś takiego za naszego życia już nie zobaczymy” – napisał na Twitterze. Rzeczywiście, wyczyn Raducanu nie miał precedensu w erze Open. Zdarzali się przecież nierozstawieni mistrzowie turniejów wielkoszlemowych (najlepszy przykład – triumf Igi Świątek na kortach Rolanda Garrosa w 2020 roku). Ale przed Brytyjką nie osiągnął tego nikt – bez względu na płeć – kto rozpoczął turniej od kwalifikacji.

Wygrywając US Open 2021, Raducanu katapultowała się ze 150. na 23. miejsce w rankingu WTA. Niemal natychmiast zyskała globalną popularność. Podbiła różne zakątki świata, co nie dziwi w przypadku wychowanej w Wielkiej Brytanii, a urodzonej w Kanadzie córki Rumuna i Chinki. Została również obsypana wieloma wyróżnieniami w plebiscytach oraz intratnymi umowami sponsorskimi. W lipcu 2022 roku była już 10. rakietą świata. Od tamtej pory jednak jej pozycja systematycznie słabnie. Co poszło nie tak? – Sensacyjne zwycięstwo w US Open 2021 przewróciło życie Brytyjki do góry nogami – tłumaczy Maciej Zaręba, komentator tenisa w CANAL+. – Zazwyczaj zaczynasz od turniejów ITF, mniejszych imprez WTA, a dopiero później odnosisz sukcesy w imprezach wielkoszlemowych. Raducanu nie była na taki sukces gotowa. Myślę, że nie była też gotowa na grę przez dłuższy czas na tak wysokim poziomie. Ciało nie wytrzymało obciążeń, stąd pojawiły się kontuzje.

EMMA RADUCANU – WALKA Z KONTUZJAMI I STEREOTYPAMI

Urazy doskwierały jej przez niemal cały ubiegły sezon. Raducanu musiała poddawać mecze na turniejach WTA w Guadalajarze, Rzymie, Nottingham oraz Seulu. Obecny rok też nie rozpoczął się dla niej najlepiej. Skręciła staw skokowy podczas ASB Classic w Auckland, co zakłóciło jej przygotowania do Australian Open. Co gorsza, w marcu, podczas turnieju w Miami, odnowiła się kontuzja nadgarstka, towarzysząca Brytyjce od ubiegłorocznego US Open. „Obecnie mogę grać, lecz te rozwiązania nie są zbyt efektywne w dłuższej perspektywie” - stwierdziła Raducanu po zmaganiach na Florydzie. Decyzja o wycofaniu się z turnieju z Madrytu sugeruje, że Brytyjka nadal nie znalazła trwałego remedium na trapiący ją uraz.

20-latka toczy również niełatwą walkę ze stereotypami i zdecydowała się na radykalne rozwiązanie. Po tegorocznym Australian Open usunęła WhatsAppa i Instagrama z telefonu. Powód jest oczywisty. Internetowy hejt. Postrzeganie Raducanu jako gwiazdki jednego turnieju, która zadowala się splendorem i pieniędzmi płynącymi od sponsorów. – Sława jest następstwem sukcesu z 2021 roku, który został odpowiednio skonsumowany. Ale nie zgodzę się z opinią, że Raducanu nie myśli o tenisie – twierdzi Maciej Zaręba. – Utrzymywanie się w ścisłej czołówce w tak młodym wieku to bardzo trudne zadanie. Poradzenie sobie z sukcesem, który całkowicie zmienia twoje życie – również. Brytyjkę wzięła w obronę Eugenie Bouchard. Niegdyś piąta rakieta świata (obecnie na 285. miejscu) sama zmagała się z krzywdzącymi opiniami, że bardziej od sportu interesuje ją lans w mediach społecznościowych: „Emma wrzuciła kiedyś post o tym, że ma dzień wolny od tenisa, a ludzie odpisywali jej: Może lepiej pójdź na trening? Pomyślałam sobie: O rany, przechodziłam przez to sześć-osiem lat temu. Hejterzy zawsze znajdą powód do hejtowania”.

ZATRZYMAĆ TRENERSKĄ KARUZELĘ

Najważniejszym czynnikiem, warunkującym powrót Raducanu do czołowej setki rankingu WTA, jest oczywiście przezwyciężenie problemów zdrowotnych. Trudno bowiem podważyć jej talent do tenisa. Pytanie jednak, kto będzie go szlifował i jak długo. Począwszy od czerwca 2021 roku Brytyjka, współpracowała już z Nigelem Searsem, Andrew Richardsonem, Torbenem Beltzem, Jane O’Donoghue i Dmitrijem Tursunowem. – Częste zmiany szkoleniowców to nie jest droga do sukcesu – przekonuje Maciej Zaręba. – Swoją drogą, wiem z dobrego źródła, że Raducanu jest bardzo aktywna i wymagająca przy wyborze nowego trenera. Sama prowadzi bardzo szczegółowe rozmowy na temat wizji kandydata. Dopytuje o sprawy techniczne i taktyczne. To pokazuje, że mimo młodego wieku jest tenisistką bardzo świadomą. Niedługo minie pół roku, odkąd Emma zatrudniła Sebastiana Sachsa, trenera, który niedawno doprowadził Belindę Bencić do olimpijskiego złota w Tokio.

WRÓCIĆ DO TOP 20

I wydaje się, że pod okiem Niemca Raducanu zaczyna odnajdywać potrzebną jej stabilizację. Kiedy odzyska zdrowie, powrót do pierwszej setki rankingu wydaje się kwestią czasu. – Jeśli będzie mogła rywalizować bez dłuższych przerw i skupić się wyłącznie na tenisie, myślę, że jest w stanie wrócić do TOP 50 – przewiduje Maciej Zaręba. – Ale oczywiście celem Brytyjki jest powrót do TOP 20. I warto jej w tym kibicować: gdyby Emma Raducanu zagościła na nowo (i na stałe) w czołówce żeńskiego tenisa, przypominałoby to soczystego, bekhendowego winnera po linii, wymierzonego we wszystkich internetowych hejterów. Takiego, na którego żaden z nich nie znalazłby odpowiedzi.

Grzegorz Kaczmarczyk (CANAL+SPORT)

Udostępnij