
Na zakończenie pełnej emocji serii gier Wisła Płock przegrała w Lubinie czwarty mecz z rzędu. Oto skróty meczów 23. kolejki Ekstraklasy.
Przed meczem z Piastem Gliwice, gdy jego drużyna wciąż miała szansę na pozycję lidera, Mariusz Misiura, trener Wisły Płock, podkreślał, że wciąż nie jest pewny utrzymania w lidze. Wydawało się to wówczas przesadną skromnością. Od tamtego spotkania zaczął się jednak kryzys beniaminka, który w Lubinie przegrał już czwarty mecz z rzędu. Mistrzowie jesieni obsunęli się przez to na siódmą pozycję, a nad strefą spadkową mają już tylko osiem punktów przewagi. Faktycznie muszą więc pilnować, by za wcześnie nie poczuć się bezpiecznie. Z kolei trwa piękny sen kibiców Zagłębia. Ich drużyna jest wiceliderem, mając tyle samo punktów, co prowadząca Jagiellonia.
Po powrocie kilku długotrwale kontuzjowanych piłkarzy Lech Poznań faktycznie zaczął grać, jak na mistrza Polski przystało. W niedzielny wieczór po fenomenalnym spotkaniu pokonał wicemistrza z Częstochowy 4:3. W pełnym zwrotów akcji spotkaniu Kolejorz pokazał nie tylko jakość, ale też dużą odporność psychiczną, co pozwoliło mu zrównać się punktami z prowadzącą Jagiellonią. Obrona mistrzowskiego tytułu wciąż jest więc jak najbardziej w zasięgu poznańskiego klubu. Raków, mimo że współtworzył fantastyczne widowisko, ostatecznie wciąż zawodzi. W 2026 roku wygrał tylko jedno spotkanie, co systematycznie oddala go od realizacji przedsezonowych celów.
Wielkie poczucie niedosytu po meczu z Legią Warszawa mogą mieć piłkarze Adriana Siemieńca. Hitowe spotkanie rozpoczęli bowiem koncertowo i zasłużenie wyszli na dwubramkowe prowadzenie. W ogóle nie było po nich widać trudów morderczej rywalizacji we Florencji i wydawało się, że rozpoczynają triumfalny marsz po drugi w historii tytuł mistrzowski. Gol samobójczy tuż przed przerwą utrudnił im jednak zadanie, a że w drugiej połowie gospodarze dołożyli drugie takie trafienie, tylko zremisowali z ekipą ze strefy spadkowej. Legia może być o tyle zadowolona, że w ostatnich tygodniach nauczyła się przynajmniej nie przegrywać. Wciąż nie pozwala to jej jednak wyjść nad kreskę.
W derbach Górnego Śląska górą GKS Katowice. Z przebiegu gry rywalizacja z Górnikiem Zabrze niekoniecznie musiała zakończyć się w ten sposób, ale zespół Rafała Góraka ostatecznie potwierdził dobrą formę w 2026 roku. Nie można tego samego powiedzieć o graczach Michala Gasparika, którzy po cichu myśleli nawet o walce o mistrzostwo. Tymczasem wiosną wygrali dotąd tylko jeden mecz i wypadli już nawet poza strefę pucharową. Górnik regularnie gra całkiem nieźle, ale ma problem z przekuwaniem tego w zwycięstwa. Katowiczanie z kolei cały czas trzymają się w środku tabeli, nie pozwalając, by strefa spadkowa, w której zimowali, znów się do nich zbliżyła.
Derby rozgrywano też w ten weekend na Pomorzu. W derbach Trójmiasta Arka Gdynia nie zdołała przełamać fatalnej serii i wciąż nie zanotowała pierwszego w dziejach ekstraklasowego zwycięstwa z Lechią. Gdańszczanie, mimo wielkich trudności, zdołali wywieźć punkt z bardzo niewygodnego dla wszystkich terenu. Utrzymali tym samym dystans trzech punktów nad strefą spadkową. Gracze Dawida Szwargi są z kolei tuż nad kreską, mając jednak tylko punkt przewagi nad Lechią. W zanadrzu mają jednak jeszcze jedno zaległe spotkanie z Radomiakiem. Beniaminek nie ma więc zamiaru oddać miejsca w Ekstraklasie bez walki.
Komentując akceptujesz regulamin.