
Pięć ostatnich zespołów ligi zapunktowało w świątecznej serii gier. Zapraszamy na skróty meczów 27. kolejki Ekstraklasy.
Rozciągnięta ze względu na święta wielkanocne kolejka zakończyła się w Gdyni, gdzie doszło do debiutu Dariusza Banasika w roli trenera Arki. Inauguracja wypadła okazale, bo gospodarze ograli Zagłębie Lubin i wciąż utrzymują kontakt z bezpieczną strefą. Z kolei Miedziowi przeżywają gorszy moment, była to bowiem już ich trzecia porażka z rzędu. Ozdobą spotkania było piękne trafienie Sebastiana Kerka. Arka potwierdziła dobrą grę na własnym stadionie. Jej wygrana sprawiła, że praktycznie połowa ligi wciąż musi nerwowo oglądać się za siebie.
Marek Papszun, od rundy wiosennej prowadzący Legię Warszawa, krok po kroku przełamuje kolejne bariery, w jakich tkwiła wcześniej drużyna. Najpierw przypomniał jej, jak nie przegrywać, później odniósł pierwsze domowe zwycięstwa, teraz przyszedł czas na wyjazdowe przełamanie. Stołeczny klub przywiózł komplet punktów z delegacji po raz pierwszy od 2. Kolejki i rywalizacji z Koroną Kielce. Wygrana w Szczecinie była w pełni zasłużona, bo Pogoń po raz kolejny rozczarowała i ma już tylko punkt przewagi nad strefą spadkową. Tabela wskazuje, że Legia wciąż jest bardzo poważnie zagrożona, ale na boisku tendencja jest dla Wojskowych jednoznacznie pozytywna.
Zdecydowanie najciekawiej zapowiadającym się spotkaniem weekendu, a może nawet całej wiosny była wielkosobotnia rywalizacja Jagiellonii Białystok z Lechem Poznań. Dwie drużyny na europejskim poziomie, najpoważniejsi rywale w walce o mistrzowski tytuł, nie strzeliły sobie żadnego gola, choć sytuacji nie brakowało. Dobry dzień mieli jednak bramkarze Sławomir Abramowicz i Bartosz Mrozek. Z wyjazdowego remisu bardziej zadowolony może być Lech. Nie dość, że utrzymał pozycję lidera, to jeszcze utrzymał remisowy bilans bezpośrednich meczów. W razie równej liczby punktów na koniec sezonu między tymi drużynami o wszystkim zadecyduje więc różnica bramek, która na razie… również wypada remisowo. Walka o tytuł zapowiada się więc na bardzo wyrównaną.
Trudniejszy moment na początku rundy wiosennej zdaje się mieć już za sobą Górnik Zabrze. Zawodnicy Michala Gasparika w sobotę efektownie rozbili u siebie Cracovię. W efekcie przeszli w schemat przywożenia remisów z wyjazdów i wygranych na własnym stadionie, co pozwoliło im ponownie wskoczyć na podium kosztem Zagłębia. Strata do prowadzącego Lecha wynosi ledwie trzy punkty. Zabrzanie, wciąż zaangażowani w walkę o Puchar Polski, mają więc wszelkie powody, by marzyć w tym sezonie nawet o podwójnej koronie. Pasy z kolei wciąż muszą bardzo nerwowo spoglądać za siebie. Niedzielny mecz z Arką Gdynia będzie dla nich kluczowym spotkaniem sezonu.
W Ekstraklasie nie ma już drużyny, która w 2026 roku nie wygrałaby meczu. Jako ostatni do tego grona dołączył beniaminek z Niecieczy, którego spadek wydaje się praktycznie przesądzony. Trenerowi Marcinowi Broszowi zależało jednak, by drużyna udowodniła, że nie jest aż tak słaba, jak wskazują jej wiosenne wyniki. Przeciwko Piastowi Gliwice w końcu to się udało, a fenomenalnego gola dla gospodarzy strzelił Damian Hilbrycht, który wkręcił piłkę do siatki bezpośrednio z rzutu rożnego. W następny weekend Niecieczan czeka mecz ostatniej szansy z przedostatnim Widzewem. Piast natomiast, mimo dobrej wiosny, nadal płaci za słaby początek sezonu i ma ledwie dwa punkty przewagi nad czerwoną strefą.
Komentując akceptujesz regulamin.