
Liga wróciła i choć nie udało się rozegrać wszystkich spotkań, emocji nie brakowało. Oto skróty meczów 19. kolejki Ekstraklasy.
Przez większą część rundy jesiennej Cracovia trzymała się blisko czołówki, ale w końcówce złapała zadyszkę, przez co zimowała na szóstym miejscu. Ponadto w trakcie przerwy w rozgrywkach straciła kilku ważnych piłkarzy, co nie poprawiało nastrojów wokół drużyny. Start w wykonaniu ekipy Luki Elsnera wypadł jednak udanie. Krakowianie nie rozegrali wielkiego meczu, ale potwierdzili w Niecieczy, że bardzo trudno strzelić im gola. Sami natomiast wykazali się cierpliwością i strzelili jedynego gola za sprawą debiutanta Pau Sansa. Pozwoliło to Pasom ponownie wskoczyć do strefy pucharowej. Bruk-Bet z kolei pozostaje na ostatnim miejscu.
W strefie spadkowej obok Bruk-Betu pozostaje Legia Warszawa, która zaczęła rok tak, jak zakończyła stary. Tym razem za mocna dla niej okazała się ekipa Korony Kielce. Drużynie Marka Papszuna nie pomógł fakt, że wykonywała dwa rzuty karne, bo jednego z nich zmarnował Mileta Rajović, co wpisuje się w fatalną narrację towarzyszącą temu napastnikowi. Wymarzony debiut w zwycięskiej ekipie zanotował natomiast Mariusz Stępiński, wracający do Polski po latach występów za granicą. Były napastnik Hellasu Werona czy Nantes trafił do siatki dwa razy i jego trener Jacek Zieliński mógł świętować pierwszą w karierze wygraną przy Łazienkowskiej.
Wisła Płock zakończyła miniony rok serią pięciu remisów, która niespodziewanie wyniosła ją na szczyt tabeli. Teraz zawodnicy Mariusza Misiury przełamali się i pokonali na inaugurację Raków Częstochowa, psując tym samym debiut Łukasza Tomczyka, jego nowego trenera. Nafciarze poradzili sobie bez Andriasa Edmundssona, filara defensywy, który został sprzedany do Włoch. Drużyna spod Jasnej Góry zmarnowała więc kolejną okazję, by wskoczyć na pozycję lidera. Wcześniej taką szansę miała w ostatnim meczu zeszłego roku. Przegrała jednak wówczas u siebie z Zagłębiem Lubin (0:1).
Widzew Łódź spędził zimę tuż nad strefą spadkową, ale po tym, jak w oknie transferowym bił wszystkie możliwe rekordy, wydawało się, że może patrzeć tylko w górę. Nic bardziej mylnego. Pierwsze spotkanie zmontowanej za wielkie pieniądze drużyny wypadło bowiem blado, a w Łodzi klasę potwierdziła przede wszystkim Jagiellonia, która pewnie wygrała 3:1. Gospodarze musieli się zadowolić jedynie honorowym trafieniem Sebastiana Bergiera z rzutu karnego. Pierwszego gola w Ekstraklasie strzelił dla gości Bartosz Mazurek, wychowanek, który grał w miejsce sprzedanego do FC Porto Oskara Pietuszewskiego. Gracze Adriana Siemieńca trzymają się więc cały czas w ścisłej czołówce tabeli.
W minorowych nastrojach rundę rozpoczynają w Poznaniu. Lech nie był aktywny na rynku transferowym, ale wielkie nadzieje wiązano z wracającymi po kontuzjach liderami. Przeciwko Lechii Gdańsk Kolejorz zaprezentował się jednak tak, jak często bywało jesienią. Popełniał proste pomyłki w obronie i był negatywnie nieprzewidywalny. Gracze Johna Carvera, którzy zanotowali świetną końcówkę jesieni, potrafili to bezlitośnie wykorzystać. Gdyby nie balast pięciu ujemnych punktów, Lechia pukałaby już do strefy pucharowej. Lech z kolei wciąż nie może na dobre doskoczyć do ścisłej czołówki. I jeśli jego forma się nie ustabilizuje, będzie o to trudno.
Komentując akceptujesz regulamin.