
Pogoń Szczecin odwróciła losy meczu z Koroną Kielce, a Lech doskoczył do Zagłębia Lubin. Oto skróty meczów 25. kolejki Ekstraklasy.
Na zakończenie 25. kolejki Ekstraklasy w Szczecinie odbył się ważny mecz dla układu dolnej części tabeli. Pogoń, wciąż zagrożona spadkiem, podejmowała Koronę Kielce i długo miała z nią poważne problemy. Zawodnicy Jacka Zielińskiego prowadzili, ale losy spotkania zdołał na korzyść gospodarzy odwrócić Jose Pozo. Hiszpan w debiutanckiej rundzie w barwach Portowców radził sobie słabo, ale ostatnio wyraźnie odżył i pozwolił drużynie odskoczyć od strefy spadkowej na pięć punktów. W efekcie niebezpiecznie blisko niej znalazła się grająca w kratkę Korona.
Wicemistrzowie jesieni zanotowali rozczarowujący początek wiosny, ligowe niepowodzenia wetując sobie jedynie w Pucharze Polski, gdzie awansowali do półfinału. Tym razem jednak Górnik Zabrze wysłał sygnał, że wciąż walczy o prawo gry w europejskich pucharach także przez ligę. W niedzielne popołudnie potwierdziło się, że 14-krotni mistrzowie Polski są w ostatnich latach niewygodnym rywalem dla Rakowa. Wicemistrzowie Polski po raz kolejny tworzyli dogodne sytuacje, ale nie potrafili ich wykorzystać. W końcówce meczu negatywnie przypomniał o sobie Lukas Podolski, który wyleciał z boiska z czerwoną kartką.
Trzy porażki z rzędu na wszystkich frontach i… wystarczy. Lech Poznań przełamał serię niedawnych niepowodzeń w najlepszym możliwym momencie. Gdyby bowiem przegrał w niedzielę w Lubinie, Zagłębie odskoczyłoby mu już na sześć punktów. Od początku spotkania Kolejorz panował jednak nad wydarzeniami na boisku. Szybko objął prowadzenie za sprawą Mikaela Ishaka, a potem nie pozwalał gospodarzom na wiele. Zawodnicy Leszka Ojrzyńskiego zachowali po tej kolejce status lidera, ale Lech zrównał się z nimi punktami i potwierdził, że obrona tytułu mistrzowskiego wciąż jest dla niego realnym scenariuszem.
Jagiellonia Białystok po odpadnięciu z europejskich pucharów wyrosła na głównego pretendenta do mistrzowskiego tytułu. Na razie nie dźwiga jednak tej presji. Zawodnicy Adriana Siemieńca po raz kolejny nie zdołali w lidze sięgnąć po trzy punkty. Tym razem przeciwko Piastowi Gliwice zanotowali drugą porażkę z rzędu. Zawodnicy Daniela Myśliwca, niezrażeni poważną kontuzją Frantiska Placha, czołowego bramkarza Ekstraklasy, wysoko zaatakowali gospodarzy i zasłużenie prowadzili. Rozmiary porażki zdołał jedynie zmniejszyć Jesus Imaz, który tym samym zrównał się z Flavio Paixao pod względem największej liczby bramek zdobytych w Ekstraklasie przez obcokrajowca. Białostoczanie mogą powetować sobie to niepowodzenie już we wtorek, gdy odrobią zaległości przeciwko GKS-owi Katowice.
Nie licząc nieudanej inauguracji 2026 roku przeciwko Koronie Kielce (1:2), Legia Warszawa gra pod wodzą Marka Papszuna według powtarzalnego schematu. Wygrywa na własnym stadionie i remisuje na wyjazdach. Skoro tym razem stołeczną ekipę czekał mecz w delegacji, można było się spodziewać remisu. Tak też się stało w Radomiu, gdzie obie drużyny bardzo szybko dały sobie po razie ze stałych fragmentów gry, a przez kolejne kilkadziesiąt minut nie były już w stanie przechylić szali na swoją stronę. Oznacza to, że Legia wciąż znajduje się w strefie spadkowej, a Radomiak, w którym Kiko Ramirez debiutował w roli pierwszego trenera, wygrał tej wiosny tylko jeden mecz i ma ledwie cztery punkty nad kreską. Okazji, by wreszcie wydostać się z czerwonej strefy, Legioniści będą szukać w kolejną niedzielę przeciwko Rakowowi Częstochowa. O trzecie z rzędu zwycięstwo u siebie nie będzie im więc łatwo.
Komentując akceptujesz regulamin.