
Rewelacyjny beniaminek z Płocka przegrał pierwszy raz od września, co wykorzystała Jagiellonia. Czas na skróty meczów 20. kolejki Ekstraklasy.
Jedenaście meczów bez porażki i… wystarczy. Najdłuższa seria spotkań bez przegranej w Ekstraklasie w historii klubu zakończyła się dla Wisły Płock w Gliwicach, czyli na terenie, którego jeszcze nigdy nie zdobyła. Zawodnicy Mariusza Misiury mieli przed przerwą doskonałą okazję, by wyjść na prowadzenie, ale strzał Łukasza Sekulskiego na linii bramkowej zatrzymał Emmanuel Twumasi, obrońca Piasta. W drugiej połowie jedyny cios zadał Jorge Felix. Gospodarze, których trener Daniel Myśliwiec przejął, by ocalić od spadku, są już coraz bliżej strefy… pucharowej.
Drugi mecz, druga porażka. Przebudowany za rekordowe pieniądze Widzew Łódź na razie kompletnie zawodzi. Tym razem zbyt silny dla zawodników Igora Jovićevicia okazał się GKS Katowice, który znajduje się ostatnio w rewelacyjnej formie. Przy Nowej Bukowej goście mieli miażdżącą przewagę w posiadaniu piłki, ale nie potrafili dochodzić do dogodnych sytuacji bramkowych. Gospodarze rozstrzygnęli mecz po rzucie rożnym rewelacyjnego Bartosza Nowaka, który idealnie dorzucił piłkę na głowę Lukasa Klemenza. W końcówce Widzew mógł dostać rzut karny, ale po konsultacji z VAR sędzia zmienił decyzję i goście wyjechali z Górnego Śląska z pustymi rękami.
Dwie porażki z rzędu sprawiły, że atmosfera wokół Lecha Poznań już na starcie rundy wiosennej zrobiła się mocno napięta. Zwłaszcza że mistrz jechał na trudny teren w Zabrzu, do walczącego o tytuł Górnika. „Kolejorz” wytrzymał jednak ciśnienie i wygrał po trafieniu niezawodnego Mikaela Ishaka. Porażka zepchnęła zabrzan na trzecią pozycję, z kolei Lech zbliżył się do podium na cztery punkty. Większym problemem Nielsa Frederiksena może być pogoń za liderem, bo Jagiellonia ma nad Lechem sześć punktów przewagi, wciąż mając w zanadrzu jeden zaległy mecz.
Perfekcyjne wejście w 2026 rok notuje natomiast Jagiellonia. Po ograniu Widzewa Łódź na inaugurację teraz dobrze przywitała się z własną publicznością, nie dając szans Motorowi Lublin, który przecież dobrze zaprezentował się w pierwszej wiosennej kolejce. Bohaterem spotkania był tradycyjnie Jesus Imaz, który poprowadził drużynę Adriana Siemieńca ponownie na pozycję lidera. Biorąc pod uwagę wciąż nierozegrany domowy mecz z GKS-em Katowice, drużyna z Podlasia sprawę drugiego mistrzowskiego tytułu ciągle ma w swoich rękach. W razie zwycięstwa w zaległym spotkaniu przewaga może bowiem wzrosnąć już do pięciu punktów.
Na pierwszą wygraną w roli trenera Legii Warszawa wciąż czeka natomiast Marek Papszun. Jego drużyna była o krok od przegranej w arcyważnym meczu w Gdyni, co zepchnęłoby ją na ostatnią pozycję w tabeli. Gospodarze do samej końcówki prowadzili dwiema bramkami. Wypuścili jednak zaliczkę z rąk, po piorunującej końcówce w wykonaniu Antonio Colaka, który dwukrotnie trafił do siatki dla stołecznej ekipy. Legia uniknęła katastrofy, ale wciąż czeka na pierwszą ligową wygraną od września i coraz mocniej grzęźnie w strefie spadkowej. A za tydzień czeka ją bardzo trudny wyjazd do Katowic…
Komentując akceptujesz regulamin.