Iga Świątek zagrożona. Goni ją mistrzyni Australian Open

Iga Świątek zagrożona. Goni ją mistrzyni Australian Open

2 lutego 2026

Elena Rybakina wygrała Australian Open i naciska w rankingu WTA pozycję wiceliderki. Czy Iga Świątek ma powody do obaw?


Ten finał zapamiętamy na długo. Było w nim wszystko. Świetny poziom, emocje, dramaturgia, walka do ostatniej piłki. O triumf w Melbourne zagrały dwie zdecydowanie najlepsze tenisistki dwutygodniowych zmagań. Zarówno Sabalenka, jak i Rybakina dotarły do finału bez straty seta. Przed rozpoczęciem meczu więcej szans dawano liderce rankingu. Były ku temu uzasadnione powody: Aryna trzeci raz z rzędu zameldowała się w finale, a w 2023 roku zdobyła tytuł po zwycięstwie nad Rybakiną. Na jej korzyść przemawiał również bilans bezpośrednich spotkań, który wynosił 8:6. Kazaszka jednak nie stała na straconej pozycji. Od 16 października 2025 przegrała bowiem tylko jeden mecz, zwyciężyła w aż 19, po drodze wygrywając WTA Finals. W Rijadzie pokonała Sabalenkę w dwóch setach. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że będzie to bardzo wyrównany finał.

Znakomity finał Australian Open


I tak rzeczywiście było. W pierwszych dwóch setach o sukcesie decydowało jedno przełamanie. Rybakina odebrała serwis Sabalence już w premierowym gemie finału i utrzymała prowadzenie do końca partii. W drugiej odsłonie pojedynku Kazaszka straciła serwis przy 4:5. To był moment, w którym liderka rankingu wrzuciła wyższy bieg. Od stanu 4:4 w drugiej partii wygrała pięć gemów z rzędu i wydawało się, że zawodniczka Stefano Vukova nie zdoła już odwrócić losów rywalizacji.


Rybakina nie przestała jednak wierzyć w sukces. Bardzo szybko zanotowała przełamanie powrotne i wygrała pięć kolejnych gemów. Aryna wygrała jeszcze swój serwis na 4:5, ale przy podaniu rywalki nie dała rady. Mistrzyni Wimbledonu z 2022 roku zakończyła spotkanie dwoma wygrywającymi serwisami, udowadniając, że potrafi utrzymać nerwy na wodzy i popisać się najlepszymi zagraniami w najważniejszym momencie. Jak gdyby nic nie robiło na niej wrażenia. Jakby grała bez układu nerwowego.


Zdobywając drugi wielkoszlemowy tytuł, Rybakina awansowała na trzecią pozycję w rankingu WTA, zbliżając się do Igi Świątek na 368 punktów. To zapowiada bardzo emocjonujący sezon, w którym może dochodzić do częstych rotowań w samej czołówce rankingu.


Iga Świątek: czego brakuje, by wygrywać z najlepszymi?


Iga Świątek ma w gablocie trofea za wygrane w Paryżu, Nowym Jorku i Londynie. Do Karierowego Wielkiego Szlema brakuje Polce tylko zwycięstwa w Australian Open. W zeszłym sezonie Iga była bardzo blisko finału – miała nawet piłkę meczową w starciu z Madison Keys. Jak się to dalej potoczyło, doskonale pamiętamy. Amerykanka z tego pojedynku wyszła zwycięsko, a następnie ograła w finale Arynę Sabalenkę.


W tym roku Iga odpadła z turnieju rundę wcześniej, ale ponownie z późniejszą triumfatorką całej imprezy. W tenisie Polki są elementy do poprawy i sama zainteresowana ma tego świadomość. Team pracuje nad serwisem – zagraniem, w którym u Igi są spore rezerwy. Trzeba jednak pamiętać, że każda, nawet najmniejsza próba zmiany w podaniu, to próba walki z wieloletnimi nawykami. Nie zadziała ot tak, potrzeba czasu. Co można zmienić szybciej, to w moim przekonaniu nastawienie do rywalizacji z konkretnymi tenisistkami.

Iga Świątek: nie zapominać o podstawach


W meczu z Rybakiną w wielu momentach Polka chciała gra szybciej i mocniej od rywalki. Brakowało cierpliwości. Przedłużania wymian. Pracy nad punktami, czasami katorżniczej, ale w przeszłości gwarantującej sukces. Trzeba pracować nad nowymi rzeczami, zagraniami, które urozmaicą tenis Igi, ale nie można zapominać o podstawie. A nią zawsze było znakomite poruszanie się oraz solidność w grze z głębi kortu. Kibice domagają się slajsów i skrótów, ale to nie one decydują o wyniku spotkania. Mogą być wartością dodaną, jeśli podstawowy sposób gry jest na odpowiednim poziomie. W tym momencie zarówno Sabalenka, jak i Rybakina są w dużo wyższej dyspozycji. Ale pamiętajmy – sezon jest długi, w tenisie wszystko może bardzo szybko się zmienić. Jestem pewien, że Iga jeszcze nieraz pozytywnie nas w tym roku zaskoczy.


Nowa wersja Magdaleny Fręch


Jeśłi już o zaskoczeniach mowa, muszę przyznać, że przecierałem oczy ze zdumienia, oglądając pierwsze mecze Magdaleny Fręch w nowym sezonie. Tak agresywnie i ofensywnie nastawionej polskiej tenisistki chyba nigdy nie widziałem. Pochodząca z Łodzi tenisistka i Andrzej Kobierski, jej trener, o pracy nad nowym stylem gry mówili od dłuższego czasu. Ale efektów nie sposób było dostrzec. Aż do początku 2026 roku. W Brisbane Magdalena pokonała, po trwającym prawie 3,5h spotkaniu, Marketę Vondrousovą, mistrzynię Wimbledonu. Później walczyła jak równa z równą z jedną z Lindą Noskovą, jedną z najzdolniejszych tenisistek młodego pokolenia. W żadnym z tych meczów nie odstawała od rywalek w kategorii prędkości zagrań. Co więcej, bardzo często była stroną przejmującą inicjatywę.


Do tego od miesięcy zachęcał ją trener Kobierski. Widać, że Fręch dała się przekonać i chce prezentować inny tenis niż dotychczas. Myślę, że gdyby nie drobna kontuzja i dmuchanie na zimne przed Australian Open, mogłaby powalczyć o tytuł w Hobart. Tam po bardzo przekonującym zwycięstwie z Elsą Jacquemot, Magda nie wyszła na mecz drugiej rundy z Emmą Raducanu. Na szczęście w Melbourne obyło się bez problemów zdrowotnych. Jeszcze zbyt mocna okazała się w drugim spotkaniu Jasmine Paolini, ale postawa Fręch daje podstawy do optymizmu. Nawet w meczu z tak wysoko notowaną zawodniczką nasza tenisistka próbowała grać na własnym warunkach. To się w przyszłości zwróci, jestem o tym przekonany.

Maksimum Magdy Linette


Bardzo ciekawie zapowiadają się najbliższe tygodnie. W Dosze do gry wrócą wszystkie nasze trzy najlepsze tenisistki. Magda Linette planowała również występ w Abu Zabi, ale ostatecznie postawiła na dłuższy odpoczynek. Zasłużony, bo z występu w Australian Open wyciągnęła tzw. maksa. Pokonała Emmę Navarro, później Ann Li, a w trzeciej rundzie zdecydowanie lepsza była Karolina Muchova. Oby Magda rozpędzała się w kolejnych turniejach, bo na pewno nie jest jeszcze w szczytowej dyspozycji. Tym bardziej tę trzecią rundę należy traktować w kategorii dobrze wykonanego zadania.

Rosnąca polska kolonia


Wierzę, że coraz częściej w turniejach WTA będziemy oglądać Lindę Klimovicovą, Maję Chwalińską i Katarzynę Kawę. Szczególnie ta pierwsza sygnalizuje w ostatnich tygodniach wysoką dyspozycję. Maja i Kasia też mają warunki, aby piąć się w rankingu WTA. Oby ta „polska kolonia” na światowych kortach stawała się coraz liczniejsza. Są na to dobre widoki.

Od 1.02 w serwisie CANAL+ zapraszamy na relacje z turniejów WTA 500 w Abu Zabi oraz imprez WTA 250 w Ostrawie i Kluż-Napoce.

AUTOR: MACIEJ ZARĘBA (CANAL+SPORT)

Udostępnij

Już przeczytane? Daj znać co myślisz o tym artykule!

Komentując akceptujesz regulamin.

GośćZmień
0/500