
Tylko Zagłębie Lubin wygrało wyżej niż jedną bramką, więc zostało pierwszym liderem nowego sezonu. Oto skróty meczów 1. kolejki Ekstraklasy.
Dla Zagłębia Lubin liderowanie w Ekstraklasie w tym roku wcale nie jest tak wyjątkową sprawą. Już w trakcie rundy wiosennej „Miedziowi” kilka razy wysuwali się na czoło, a w nowy sezon również weszli naprawdę mocno. Dość powiedzieć, że zawodnicy Leszka Ojrzyńskiego jako jedyni w rozpoczynający Ekstraklasę weekend wygrali wyżej niż jedną bramką. Wygrana nad mocno przebudowanym Piastem Gliwice nie przyszła jednak łatwo i została wywalczona dopiero w końcówce. Bohaterem gospodarzy został Jakub Sypek, który najpierw trafił do siatki, a w końcówce asystował przy trafieniu Marcela Reguły. Piast, który w poprzedni sezon wszedł bardzo źle, teraz też zaczyna rozgrywki od ostatniego miejsca w tabeli.
Po czterech latach oczekiwania Wisła Kraków wróciła do Ekstraklasy i od razu przywitała się z nią zwycięstwem. I to nie z byle kim, bo z aktualnym pucharowiczem. GKS Katowice lepiej wszedł w spotkanie i dwa razy zmusił Marcela Łubika, debiutującego w bramce Wisły, do trudnych interwencji. W drugiej połowie beniaminek nie miał już jednak sobie równych. Najpierw prowadzenie dał mu Marko Bożić skutecznym strzałem z rzutu karnego, a chwilę później podwyższył je Jordi Sanchez, wykorzystując idealne dośrodkowanie Raoula Gigera. Gieksę stać było tylko na honorowe trafienie debiutanta Szymona Bartlewicza.
Widzew Łódź wiosną nie dostarczał fanom dobrej piłki zbyt wielu powodów, by oglądać jego mecze, ale na starcie nowego sezonu pokazał inną twarz. Rywalizacja z Motorem Lublin dostarczyła wielu emocji z obu stron. Przebudowani goście wyszli na prowadzenie po samobójczym trafieniu Sebastiana Bergiera, ale krótko potem napastnik Widzewa strzelił już do właściwej siatki, a znakomitą akcję Hiszpanów Frana Alvareza i Angela Baeny wykończył szczupakiem Mariusz Fornalczyk. Zawodnicy Mariusza Misiury w drugiej połowie doprowadzili jednak ponownie do remisu po świetnym strzale z dystansu Jacquesa M’baye N’diaye’a. Mimo licznych szans jednych i drugich więcej goli już nie padło.
Legia Warszawa u progu nowego sezonu kontynuuje to, co robiła w końcówce poprzednich rozgrywek: z zadziwiającą regularnością przepycha mecze. Zawodnicy Marka Papszuna kończyli minione rozgrywki czterema wygranymi z rzędu, z których tylko ostatnia z Motorem Lublin była przekonująca. Teraz rozpoczęli od wyszarpanej wygranej w Szczecinie. Bohaterem w samej końcówce został Zoran Arsenić, debiutujący w drużynie z Warszawy. Z perspektywy trenera stołecznej ekipy najważniejsze jest jednak, że po raz kolejny obrona wyglądała na trudną do sforsowania. Ogranie Legii może w tym sezonie nie być łatwym zadaniem.
Wisła była jedynym beniaminkiem, który po tej kolejce dopisał sobie jakąkolwiek zdobycz. Mimo prowadzenia Śląskowi Wrocław nie udało się bowiem choćby zremisować w Zabrzu. A Wieczysta Kraków, która rozgrywa pierwszy w historii sezon na najwyższym szczeblu, okazała się za słaba na Radomiak. Bohaterem pierwszej rywalizacji nowych rozgrywek był Jan Grzesik, strzelec gola i autor asysty dla gospodarzy, który już w poprzednim sezonie świetnie radził sobie w pierwszych kolejkach. Drużyna Kazimierza Moskala musiała zadowolić się pierwszym w historii golem w Ekstraklasie. Zdobył go Stefan Feiertag.
Komentując akceptujesz regulamin.