
Morgan Rogers to bohater transferowego hitu lata w Premier League. Kim jest najdroższy Anglik w historii futbolu?
W finałach mistrzostw świata wystąpił w siedmiu meczach, w tym w trzech w podstawowym składzie. Gola nie strzelił. Asystę zaliczył zaledwie jedną. Reprezentacja, w której gra, choć zajęła trzecie miejsce, wróciła do domu na tarczy. Jego transferowa cena raczej więc na mundialu specjalnie w górę nie poszła. Nie przeszkodziło mu to jednak wkrótce po nim zostać najdroższym piłkarzem w historii brytyjskiego futbolu. Bo stołeczna Chelsea za Morgana Rogersa, świętującego właśnie 24. urodziny ofensywnego pomocnika z Aston Villi, zapłaciła rekordowe 117 milionów funtów.
Wspomniana wyżej asysta, czyli dokładne dośrodkowanie z prawej strony w pole karne, wyglądała okazale i przez dwa kwadranse ważyła sporo. W półfinale z Argentyną bowiem Rogers perfekcyjnie obsłużył skrzydłowego Anthony’ego Gordona i Anglia prowadziła 1:0. Ale w końcówce meczu gracze Thomasa Tuchela dali się rywalom zdominować. Ich awans do finału, a wraz z nią radość rezerwowego zawodnika z asysty, szlag trafił.
O tym, że Rogers wart jest co najmniej 100 milionów funtów trąbi się na Wyspach od około dwóch lat. To, że bez niego Aston Villa nie biłaby się od trzech lat o czołowe lokaty w Premier League, nie awansowała rok temu do ćwierćfinału Champions League, a w tym sezonie nie wygrała Ligi Europy, też nie ulega wątpliwości. Wraz z menedżerem Unaiem Emerym, bramkarzem Emiliano Martinezem, obrońcą Ezrim Konsą, Johnem McGinnem, pomocnikiem i jednocześnie kapitanem zespołu oraz napastnikiem Olliem Watkinsem stanowił o sile „The Villans”. Ale to jego umiejętności wyceniono tego lata najwyżej.
Zdecydował o tym nie tylko młody wiek wychowanka West Bromwich Albion, ale przede wszystkim systematyczne postępy, jakie robił w Aston Villi, w tym dwucyfrowa liczba zdobytych bramek i zaliczonych asyst w ostatnich dwóch sezonach we wszystkich klubowych rozgrywkach.
No i jeszcze ta wszechstronność… Emery i Tuchel kazali mu biegać na lewym skrzydle – proszę bardzo. Przesuwali na prawą flankę – nie ma sprawy. Widzieli w roli ofensywnego pomocnika – też radził sobie na wyśmienicie. Po jego strzałach tylko w ostatnich dwóch latach rozkładali ręce bramkarze m.in. Manchesteru City, Liverpoolu, Manchesteru Utd, PSG, a ten z Celticu w Lidze Mistrzów musiał to zrobić aż trzy razy w jednym meczu.
Gdy miał 17 lat, Rogers trafił do Manchesteru City. Już rok później – grając w ataku u boku Cole’a Palmera i Liama Delapa – strzelił jednego gola w zwycięskim (3:2) finale FA Youth Cup przeciwko Chelsea. Ale rówieśnicy, koledzy z napadu „The Cityzens”, mieli opinię bardziej utalentowanych i szybciej trafili do Premier League. Rogers w tym czasie otrzaskiwał się na niższych szczeblach – w Lincoln (League One) oraz Blackpool i Middlesbrough (Championship). Wreszcie – za sprawą transferu za 15 mln funtów do Aston Villi, jego kariera gwałtownie przyspieszyła…
Skrzydłowy, mający jamajskie korzenie, nie pograł sobie też dłużej w angielskiej młodzieżówce. Od debiutu w niej do pierwszego występu w dorosłej reprezentacji minęło zaledwie 7 miesięcy i potem do kadry U-21 zawodnik już nie wrócił. A w walce o awans do kadry na tegoroczny mundial w pokonanym polu pozostawił Palmera, Phila Fodena i Morgana Gibbsa-White’a.
Rogersem interesowały się tego lata dwa stołeczne kluby – Arsenal, mistrz i finalista Champions League oraz Chelsea, która nawet do Ligi Konferencji nie zdołała się zakwalifikować i w najbliższym sezonie w europejskich pucharach w ogóle nie zagra. Dlaczego zatem Anglik trafił na Stamford Bridge, a nie na The Emirates? Większość ekspertów na Wyspach uważa, że „Kanonierzy” nie chcieli płacić za piłkarza więcej niż 80 milionów funtów. Woleli skoncentrować się na staraniach o inną gwiazdę, Bradleya Barcolę, francuskiego skrzydłowego z PSG. Wykorzystali to więc skwapliwie futbolowi krezusi z „The Blues”. Rogers, któremu w jednej chwili wynagrodzenie wzrosło z 90 do 180 tysięcy funtów tygodniowo, przy podpisywaniu kontraktu odwdzięczył się nowemu pracodawcy stwierdzeniem, że to Chelsea jest największym klubem w Londynie.
Czy Aston Villa musiała sprzedawać Rogersa? Finansowe przepisy obowiązujące w Premier League są dość rygorystyczne. Za ich przekroczenie grożą klubom wysokie kary. Nie chcąc się na nie narażać, „The Villans”, którzy długo stąpali po cienkim lodzie, czyli wydawali na potęgę, a zarabiali znacznie mniej, zdecydowali się na sprzedaż Rogersa. Znacząco poprawili w ten sposób ekonomiczną sytuację.
A czy Chelsea mogła sobie pozwolić na zakup już trzeciego w ostatnich trzech latach piłkarza, który kosztował ponad 100 milionów funtów (wcześniej na Stamford Bridge, za taką kwotę trafili także Enzo Fernandez i Moises Caicedo)? Owszem, amerykańscy właściciele klubu z zachodniej części Londynu, gdy wpadną w szał zakupów, to trudno ich okiełznać. Ale też Chelsea nie tylko ściąga nowych zawodników, lecz również ich sprzedaje (ostatnio Marca Cucurellę do Realu Madryt, Andreya Santosa do Manchesteru United i Tyrique’a George’a do Evertonu za w sumie około 125 milionów funtów). Jak to się wszystko bilansuje w dokumentach? Klubowi księgowi, balansując – tak się przynajmniej wydaje -- na granicy prawa, dokonują cudów. Starają się, jak potrafią, by władze Premier League nie mogły się do niczego przyczepić.
Czy zatem transfer Morgana Rogersa już dziś możemy nazwać największym wydarzeniem tego lata w Premier League? Odpowiedź na to pytanie wcale nie musi być twierdząca. Letnie okno zamyka się dopiero 1 września, a Arsenal, Liverpool i kluby z Manchesteru wciąż szukają nowych piłkarzy. Zresztą właściciele i skauci Chelsea też jeszcze z zakupów nie wrócili...
Komentując akceptujesz regulamin.