
Praca przy programie „Hit the mic. Zostań komentatorem” pozwoliła jeszcze raz przypomnieć sobie, że to dla nas praca marzeń.
-
Podróże sentymentalne -
Źródło pasji -
Hit the mic. Zostań komentatorem: Złoty bilet do marzeń - Hit the mic. Zostań komentatorem: czas na finał
Premierowy sezon „Hit the mic. Zostań komentatorem” rozkręcił się w najlepsze, poznaliśmy w końcu parę finalistów. W pierwszy poniedziałek października na antenie CANAL+ pojawi się ostatni odcinek. Wtedy dowiemy się, kto decyzją jury w składzie: Daria Kabała-Malarz, Michał Kołodziejczyk i Bartosz Gleń zostanie zwycięzcą pierwszej edycji rywalizacji o spełnienie marzeń. Bo nie da się ukryć, że bycie tak blisko piłki, przywilej czucia jej, komentowania i oglądania z wielkich stadionów, to dla nas praca marzeń.
Podróże sentymentalne
Do takiej refleksji ponownie (!) doszliśmy z Przemkiem Rudzkim podczas tygodniowego tournée po Anglii między Liverpoolem a Manchesterem, między Ligą Mistrzów a komentarzami w Premier League. Cztery mecze w sześć dni. Dynamiczna praca na dwóch gigantach z niesamowitą historią i magią – Anfield i Old Trafford. Spotkania legend obu klubów w biurze prasowym i na sąsiednich stanowiskach (m.in. Michael Laudrup, Roy Keane, Jaap Stam, Freddie Ljungberg, Phil Neville, Owen Hargreaves, Karel Poborsky, Rio Ferdinand, Micah Richards). Wizyta w Classic Football Shirts. I crème de la crème, czyli rozmówka z samego środka płyty głównej Teatru Marzeń, a nad nami szybujący spidercam. Po prostu kino! Niesieni entuzjazmem i pasją do angielskiej piłki, wtedy po obejrzeniu dwóch pierwszych odcinków polskiej serii „Hit the mic”, zgodnie potwierdziliśmy, że wykonujemy wymarzony zawód.
Oczywiście nie było to dziełem całkowitego przypadku. To wypadkowa predyspozycji, fascynacji futbolem od dziecka, pasji do gry w piłkę nożną od podwórka po stadion, wieloletniej sumiennej i bardzo konsekwentnej pracy dziennikarskiej. Obaj z „Rudim” jesteśmy z pokolenia podwórkowego. W czarno-białych telewizorach oglądaliśmy prosto z Mexico ‘86 „rękę Boga” i najpiękniejszą akcję Diego Armando w historii Mundialu. Potem szalone bramki Marco van Bastena i Ruuda Gullita na Euro ‘88. Wreszcie rozpacz Anglików na Italia ‘90 i szalony triumf Duńczyków będących rzekomo w wakacyjnej formie na Euro ‘92. Z Peterem Schmeichelem przybijaliśmy piątki jako kumple z tej samej branży na Old Trafford przed derbami Manchesteru. Brzmi to dość absurdalnie, ale takie uroki naszej pracy.
Źródło pasji
Wizyta w sklepie z koszulkami w Manchesterze to był emocjonalny rollercoaster. Przemka zauroczył trykot Synów Albionu z nazwiskiem Beckham i magiczną 7 na plecach. Cena za niego kazała jednak decyzję o zakupie gruntownie przemyśleć. Biel, lekko poszarzała przez czas liczony już dekadami. Granatowy kołnierzyk polo. Czerwone dodatki. Szerokie rękawki typu żagiel. Epokowa czcionka. Piękny herb federacji. No po prostu klasyk! Ja utknąłem przed obliczem zielono-biało-czerwonego ludzika, czyli oficjalnej maskotki Mistrzostw Świata we Włoszech. I przy piłce okolicznościowej właśnie na ten Mundial. Biedronka w zielono-biało-czerwone łatki z logo na jednej z nich. Aż mi się łezka do niej w oku zakręciła, bo niespodziewanie dostałem taką w prezencie od rodziny z zagranicy w 1990 roku. Pogadałem chwilę o tych wspomnieniach z ekspedientami, ewidentnie ze znacznie młodszego pokolenia. Ale wyglądali na empatycznych i gotowych na wysłuchiwanie rzewnych historii boomerów z ich młodzieńczych podróży sentymentalnych.
Ze sklepu wyszliśmy z niczym, bo bez fantów i ze wszystkim zarazem, bo z milionem wspomnień z naszego źródła pasji! „Rudi” wykazał się rozsądkiem i nie wydał majątku na kolejną koszulkę do kolekcji. „Moja” piłka i tak była nie do kupienia, stanowiła element scenograficzny sklepu. Zaraz za rogiem spotkaliśmy polskiego kibica United z siatką z CFS i zakupami, którymi nam się pochwalił. Zamieniliśmy kilka słów, fotka i ruszyliśmy w swoją stronę. To kolejny miły element tej układanki, czyli spotkania z kibicami i rozmowy o ich miłości do poszczególnych klubów. I o kulisach naszej pracy, bo ona ciekawi niemalże wszystkich. A pomeczowe wizyty u zaprzyjaźnionych fanów The Reds kilkaset metrów od Anfield, już na stałe wpisały się w nasz harmonogram. Zawsze warto!
Hit the mic. Zostań komentatorem: Złoty bilet do marzeń
Dobra, koniec wycieczek emocjonalnych, wracamy do sedna sprawy. Po obejrzeniu fragmentów francuskiej edycji „Hit the mic” czułem, że to będzie bardzo atrakcyjny format dla nas. Oglądałem wszystkie wyselekcjonowane do ostatniego etapu materiały z komentarzami próbnymi uczestników i ich wizytówkami. Ponad 1000 zgłoszeń działało na wyobraźnię. Moje bezpośrednie spotkanie z czołową ósemką w budynku naszej stacji w odcinkach 3 i 4, to było obustronnie bardzo emocjonujące przeżycie. Spotkałem grupkę utalentowanych ludzi w wieku 18-36 lat, która zadała mi dziesiątki pytań na temat naszej pracy na polskich i zagranicznych stadionach, w dziupli, w studio, na co dzień.
Był z nimi, jak w każdym odcinku, Krzy Krzysztof, który kocha grać w piłkę nożną. Czuć było w nich wielką pasję do futbolu, choć z różnych perspektyw, poziomów doświadczenia, etapów życia i powodów. Niektórzy mieli przetarcie w komentowaniu, bo teraz jest to do zrobienia w każdym domu. Wystarczy dobra energia, smartfon, komputer, słuchawki, mikrofon, przekaz źródłowy z telewizora lub apki i jazda! Albo mecze na stadionach niższych lig dostępne w YT. Jest też na kim się wzorować, bo mamy na polskim rynku przekrój komentatorów o różnych stylach. I jest się czego i od kogo uczyć w naszej redakcji. Bo jak w każdej pracy, wiele rzeczy wydaje się banalnie prostych, dopóki nie trzeba ich samemu wykonać na wysokim poziomie. Tutaj jednak nie ma żadnych obaw, nauczymy i rozwiniemy laureata „Hit the mic”.
Hit the mic. Zostań komentatorem: czas na finał
Odegraliśmy z wielką przyjemnością w naszym naturalnym środowisku wraz z Krzysztofem Marciniakiem, Adamem Marchlińskim, Filipem Surmą, Rafałem Dębińskim, Piotrem Glamowskim, Michałem Mitrutem, Remkiem Kulą i Adamem Zakrzewskim role doświadczonych dziennikarzy i komentatorów. Byliśmy ich wsparciem, źródłem wiedzy, serdecznymi gospodarzami w redakcji sportowej CANAL+, której zwycięzca stanie się integralną częścią już za kilka chwil. Zapraszam na wielki finał w poniedziałek 5 października! Byłem przy decydującym starciu bardzo blisko przez cały weekend. Nie mogę zdradzić żadnego detalu przed emisją, ale obiecuję, że to będzie naprawdę emocjonujące doświadczenie. Dla finalistów i dla widzów.
Ósemka, którą poznałem w wakacje, miała świetne głosy, wielką wiedzę, dużo pozytywnej energii i ambicji. Oni też – Bartek, Julek, Filip, Maks, Mateusz, Michał, Krzysiek i Wojtek, podobnie jak wizyty na Anfiled i Old Trafford, pozwolili jeszcze bardziej docenić miejsce, w którym z Przemkiem Rudzkim jesteśmy. Brawo Chłopaki! Powodzenia!
Już przeczytane? Daj znać co myślisz o tym artykule!
Komentując akceptujesz regulamin.

UEFA Liga Mistrzów, Ekstraklasa i LaLiga w jednej ofercie
Sprawdź