
W Premier League zmieniają trenerów jak rękawiczki. Niemal połowa klubów przystąpi do sezonu z nowymi menedżerami.
Spis treści
- Nowa era City
- Xabi Alonso znów w Premier League
- Niemiecka moda
- Wyprzedaż „Wisienek”
- Z Królewskich do Fulham
- Glasner zostaje w Premier League
- Trudne zadanie debiutanta
- Obronić benaminka
- Premier League: zaskakująca zmiana w Newcastle
Transferowe okno w Premier League zamyka się tego lata 1 września o północy. Ale zatrzaskują je na Wyspach tylko dla piłkarzy zmieniających klubowe barwy. Menedżerów ten termin nie obowiązuje. Można ich zatrudniać — ale też zwalniać — przez okrągły rok. I dlatego już wiadomo, że przynajmniej dziewięć klubów w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii rozpocznie sezon 2026/27 z innymi menedżerami, niż tymi, z którymi kończyło poprzedni. To przecież prawie pół ligi! Ilu z nich dotrwa do końca rozgrywek, skoro w ubiegłym sezonie w Premier League pracę straciło aż jedenastu menedżerów?
Nowa era City
To będzie pierwszy od dekady sezon Manchesteru City bez Pepa Guardioli. Gdy po jeszcze dłuższych rządach w jednym klubie na zasłużone emerytury odchodzili sir Alex Ferguson i Arsene Wenger, to Manchester United do dziś ma kłopoty z powrotem do lat świetności, Arsenal zaś dopiero w maju, po raz pierwszy od 22 lat, potrafił zdobyć mistrzowską koronę. A jak bez Pepa poradzą sobie „The Cityzens”?
Szejkowie z The Emirates następcę Guardioli znaleźli dość szybko i nie szukali zbyt daleko. Postawili bowiem, na byłego włoskiego asystenta Hiszpana, który zdążył się już wykazać menedżerskimi umiejętnościami w innych klubach. Enzo Maresca z Leicester City awansował do Premier League. Z Chelsea triumfował w Lidze Konferencji Europy i Klubowych Mistrzostwach Świata. Na trenerskim fachu zna się więc świetnie. Fakt, że w klubie ze Stamford Bridge nie bał się postawić amerykańskim właścicielom, świadczy o tym, że w kaszę nie pozwala sobie dmuchać. Wprawdzie choćby zbliżenie się do wyników osiąganych przez Guardiolę w MC wydaje się zadaniem z kategorii „mission impossible”, ale Maresca nie wygląda na faceta, którego to przeraża.
Xabi Alonso znów w Premier League
Do Anglii wraca Xabi Alonso, który przed laty, jako zawodnik, święcił triumfy z Liverpoolem. Ale hiszpański trener, który w nowej roli świetnie sprawdził się w Bayerze Leverkusen, lecz w Realu Madryt już niekoniecznie, nie dostał menedżerskiego angażu na Anfield. Sięgnęła za to po niego Chelsea, która zwolniła Liama Roseniora, a w tym sezonie nie zagra w europejskich pucharach. Ale pod wodzą Alonso i z Morganem Rogersem, kupionym tego lata z Aston Villi za 117 mln funtów, chce do nich wrócić już za rok. Najlepiej od razu do Ligi Mistrzów.
Hiszpan ma do dyspozycji najmłodszy zespół w Premier League. Uznał więc, że bez ściągnięcia dwóch, trzech doświadczonych zawodników osiągnąć najwyższych celów się nie da. Tak samo, jak bez umiejętnie poukładanych relacji z dyrektorami sportowymi Chelsea, którzy kilku poprzednikom Alonso bardziej utrudniali pracę, niż w niej pomagali.
Niemiecka moda
Do Liverpoolu trafił inny Hiszpan. Na amerykańskich właścicielach „The Reds”, rozczarowanych drugim sezonem na Anfield Arnego Slota, holenderskiego menedżera, duże wrażenie zrobiła praca wykonana przez Andoniego Irraolę w Bournemouth. Styl gry „The Cherries” i wyniki zespołu, osiągane mimo regularnej sprzedaży najlepszych piłkarzy, zaowocowały pierwszym w historii klubu awansem do europejskich pucharów. Ale to, że Baskowi powiodło się w kameralnym klubie na południu Anglii, nie gwarantuje jeszcze sukcesu w Liverpoolu. O ile z zastąpieniem Andy’ego Robertsona czy Ibrahimy Konate powinien sobie Irraola poradzić, o tyle znalezienie nowego Mo Salaha jawi się dziś jako nie lada wyzwanie. Opuszczony przez Irraolę zespół z Dean Court przejął Marco Rose. Q ten sposób liczba niemieckich menedżerów w Premier League wzrosła najpierw do trzech (Daniel Farke pracuje w Leeds, a Fabian Hurzeler w Brightonie), a po wydarzeniach w Newcastle do czterech.
Wyprzedaż „Wisienek”
W tym sezonie Bournemouth i większość jego piłkarzy zadebiutuje w europejskich pucharach. Menedżer „Wisienek” doświadczenie na międzynarodowej arenie — z Ligą Mistrzów włącznie — ma jednak dość duże, więc godzenia ligi z pucharami nie powinien się obawiać. Największe trenerskie sukcesy odnosił Rose z klubami spod znaku Red Bulla – z Salzburgiem i Lipskiem, choć po zwolnieniu z tego drugiego ostatni rok spędził na bezrobociu. W Bournemouth odziedziczył po Irraoli silny zespół (zajął 6. miejsce w Premier League). Zdążył go już jednak opuścić Marcos Senesi, a w każdej chwili do bogatszych klubów mogą przeprowadzić się także Alex Scott i Eli Junior Kroupi. Bo klub z Dean Court żyje z transferów najlepszych piłkarzy. Rose, podpisując z nim trzyletni kontrakt, doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Z Królewskich do Fulham
Najliczniejszą i – prawdopodobnie — najsilniejszą reprezentację menedżerów w Premier League ma Hiszpania. Jest ich aż pięciu, a ten piąty, Alvaro Arbeloa, zastępując Portugalczyka Marco Silvę, właśnie znalazł zatrudnienie w Fulham. Zawodniczej przeszłości można mu tylko i wyłącznie pozazdrościć. Mistrz świata, dwukrotny mistrz Europy, dwa razy triumfował z Realem Madryt w Lidze Mistrzów... A to tylko najważniejsze z wielu prestiżowych trofeów piłkarza (przez dwa sezony występował także w Liverpoolu), który w roli szkoleniowca jeszcze nie zdołał się odnaleźć.
Zdążył już za to spaść z wysokiego konia. W pierwszej poważnej pracy przez pięć miesięcy nie potrafił okiełznać gwiazd „Królewskich” i w czerwcu posadę na Santiago Bernabeu stracił. Ale żegnał się chyba z Realem bez wzajemnych pretensji. Mogą o tym świadczyć lipcowe, już prawie dopięte, transfery trzech piłkarzy – napastnika Gonzalo Garcii oraz pomocników Cesara Palaciosa i Thiago Pitarcha. Czy wkupi się w ten sposób Arbeloa w łaski kibiców z Craven Cottage? Być może. Ale Hiszpana będą rozliczać w klubie nie z zakupów tylko z wyników jego „The Cottagers”.
Glasner zostaje w Premier League
Nowego menedżera ma też Nottingham Forest. I to piątego w odstępie jednego roku! Vitor Pereira, ten ostatni, stracił robotę, mimo że uratował zespół przed spadkiem do Championship. Portugalczyk nie zrealizował jednak drugiego postawionego przez Evangelosa Marinakisa, greckiego właściciela klubu celu – nie wygrał Ligi Europy. Co więcej, w półfinale jego NF uległ Aston Villi aż 0:4.
Pereirę zastąpił więc Oliver Glasner, dla którego ostatnie 12 miesięcy było pasmem sukcesów. Puchar Anglii, Tarcza Wspólnoty, Liga Konferencji Europy… Czego się jego „Orły” z Crystal Palace dotknęły, zamieniały w sukces. A przecież austriackiemu menedżerowi kłopotów nie brakowało. Właściciele sprzedali Eberechiego Eze, wytransferowali Marca Guehiego, a „The Eagles” wcale nie obniżały lotów… Powszechnie więc spodziewano się, że Glasner obejmie mocniejszy klub niż NF, który w ubiegłym sezonie zajął zaledwie 16. miejsce. Cóż, widocznie Austriak albo nie miał lepszych ofert, albo perspektywa współpracy z ekstrawaganckim właścicielem dodatkowo go motywuje, a nie przeraża.
Trudne zadanie debiutanta
Z kolei piłkarzami z Selhurst Park zaopiekował się w te wakacje francuski szkoleniowiec Pierre Sage, który wcześniej Premier League oglądał tylko w telewizji. przecież w nadchodzącym sezonie jego Crystal Palace musi walczyć na aż czterech frontach. Nie dość bowiem, że trzeba bić się na trzech krajowych, to jeszcze wypada to godzić to z walką w Lidze Europy.
Wprawdzie Sage w piłkę grał tylko na poziomie amatorskim, ale Steve Parish prezes CP, nie wyciągnął go jak królika z kapelusza. Francuski trener w ostatnim sezonie sięgnął z Lens po Puchar Francji (pierwszy w historii klubu!) i awansował do Ligi Mistrzów. Na pracę w Anglii jak najbardziej więc zasłużył. A jak sobie poradzi na Wyspach, skoro „na dzień dobry” właściciele sprzedali Maxence’a Lacroixa najlepszego obrońcę „Orłów”, a w kolejce na transfer czeka jeszcze napastnik Jean-Philippe Mateta, inny reprezentant Francji? A na tym wyprzedaż piłkarzy z Selhurst Park wcale nie musi się skończyć…
Obronić benaminka
Menedżera zmienił także beniaminek z Ipswich Town, który piąty sezon z rzędu zmienia także szczebel rozgrywek, w jakich występuje. League One i awans do Championship, awans do Premier League i znów spadek do Championship. A teraz znowu awans. I to wszystko z tym samym menedżerem. Kieran McKenna jednak poczuł się zmęczony i – ze względów rodzinnych – po ostatnim awansie zrezygnował. Jego miejsce zajął Gary O'Neil. Były reprezentant angielskiej młodzieżówki jeszcze nie tak dawno ratował przed spadkiem Bournemouth i Wolves. Wiele wskazuje na to, że ta umiejętność może mu się przydać także w klubie z Portman Road. Jego nadrzędnym celem na najbliższy sezon jest bowiem utrzymanie w Premier League.
Premier League: zaskakująca zmiana w Newcastle
Ostatniego dnia lipca nastąpiła też zmiana na posadzie menedżera Newcastle. Do dymisji podał się bowiem Eddie Howe. Zrobił to po pięciu latach pracy na St. James Park. W ich trakcie zdobył Puchar Ligi, czyli pierwsze od ponad pół wieku trofeum dla „Srok”. Wydaje się, że menedżer miał po prostu dość regularnej wyprzedaży najlepszych piłkarzy. Najpierw odszedł bowiem z klubu Alexander Isak, a tego lata sprzedano Anthony’ego Gordona, Sandro Tonalego i Bruno Guimaraesa.
Wybór następcy Howe’a zaskoczył ekspertów. Postawiono na Matthiasa Jaisslego, niemieckiego szkoleniowca, który — owszem — już jako trener wygrał dwa razy Ligę Mistrzów, ale tę azjatycką. Dokonał tego z saudyjskim Al-Ahli, mając w składzie zawodników znanych z Premier League – bramkarza Eduarda Mendy’ego, skrzydłowego Riyada Mahreza i napastnika Ivana Toneya. Wcześniej triumfy z Jaisslem w roli szkoleniowca święcili piłkarze Red Bulla Salzburg, zdobywając dwa razy mistrzostwo Austrii. Z nowym menedżerem „Sroki” mają grać ofensywnie, szybko, odważnie i jak najszybciej wrócić do europejskich pucharów.
Czy to już koniec wakacyjnych zmian menedżerów w Premier League? Do rozpoczęcia sezonu pozostało jeszcze blisko trzy tygodnie, więc wydaje się, że skończy się na dziewięciu. Ale wkrótce po inauguracji ligi menedżerska karuzela – tego akurat możemy być pewni – znów się rozkręci. Znów będą zwalniać, znów będą zatrudniać…
Już przeczytane? Daj znać co myślisz o tym artykule!
Komentując akceptujesz regulamin.
Przeczytaj także
Oferta serwisu streamingowego CANAL+

UEFA Liga Mistrzów, KSW i Ekstraklasa w jednej ofercie
Sprawdź