
Pogoń Szczecin wszędzie ma najdalej, ale czwarty raz w tym roku wygrała na wyjeździe. Oto skróty meczów 2. kolejki Ekstraklasy.
Nikt w tym sezonie nie pokona tak wielu kilometrów w drodze na mecze, jak piłkarze Pogoni Szczecin. Długie wyjazdy w przeszłości poważnie utrudniały Portowcom punktowanie poza własnym stadionem. W tym roku tego efektu jednak nie widać. Drużyna ze Szczecina w Krakowie wygrała już czwarty wyjazd w 2026 roku. Za każdym razem sięgała po trzy punkty, nie tracąc gola. Tym razem wygraną drużynie Oscara Garcii dały trafienia Leo Borgesa oraz Paula Mukairu. Cracovia przerwała serię sześciu remisów, ale nie w sposób, w jaki życzyłby sobie jej trener Bartosz Grzelak, wciąż czekający na wygraną w Ekstraklasie.
Lech Poznań szybko pozbierał się po traumie, jaką zafundował sobie w rywalizacji z Aarhus w środowy wieczór. Trzy dni później mistrzowie Polski pewnie pokonali w Krakowie Wieczystą, rozgrywającą pierwszy mecz w Ekstraklasie w roli gospodarza. Na stadionie Wisły kibice oglądali piękne gole z dystansu. Najpierw do siatki trafił zza pola karnego Yannick Agnero, a później Allahyar Sayyadmanesh. Beniaminka stać było tylko na honorowe trafienie Lucasa Piazona. To oznacza, że drużyna Kazimierza Moskala wciąż czeka jeszcze na pierwsze punkty w sezonie. Lech z kolei potwierdził, że ostatnio lepiej czuje się na wyjazdach niż u siebie.
Szalone spotkanie obejrzeli w sobotnie popołudnie fani na stadionie w Gliwicach. Piast szybko wykorzystał dziury w obronie Wisły Kraków, ale beniaminek zaczął się odgryzać. Doprowadził do wyrównania, a w międzyczasie zdążył jeszcze zmarnować rzut karny. To nie był jednak koniec emocji. Skończyło się na siedmiobramkowej wymianie ciosów, podczas której oba zespoły pokazały zarówno duże możliwości ofensywne, jak i potężne braki w obronie. Zwycięsko z szalonego meczu wyszli gospodarze dzięki trafieniu Leonardo Sanki z samej końcówki. To oznacza, że Wisła po raz pierwszy w tym roku zeszła z boiska pokonana. W I lidze na wiosnę przegrała tylko jeden mecz. Ten, na który w ogóle nie pojechała.
Już sześć ligowych wygranych z rzędu ma na koncie drużyna Marka Papszuna. Tym razem Legia pokonała u siebie Zagłębie Lubin, mimo że od początku musiała odrabiać straty po trafieniu Filipa Kocaby. Gospodarze zdołali jednak trafić do siatki trzy razy i tym samym od samego początku trzymają się góry tabeli. Debiutanckie trafienie w barwach Legii zaliczył Łukasz Zjawiński, napastnik pozyskany w lecie z Polonii Warszawa. Coraz lepszą formę pokazują też wahadłowi Ruben Vinagre i Paweł Wszołek, których dośrodkowania znów napędzają ataki stołecznej ekipy. Miedziowi z kolei po efektownej inauguracji, która wyniosła ich na szczyt tabeli, szybko przyjęli zimny prysznic.
Po ponad rocznej przerwie Ekstraklasa wróciła do Wrocławia. Beniaminek uczcił to wydarzenie, pokonując Raków Częstochowa, mimo że długo nic na to nie wskazywało. Uczestnik europejskich pucharów prowadził, lecz w końcówce dał sobie strzelić dwa gole, które całkowicie odmieniły odbiór spotkania. Na razie zawodnicy Antego Simundży są w trakcie meczów nierówni. W pierwszej kolejce przegrali w Zabrzu, mimo prowadzenia, teraz nie poddali się, gdy musieli odrabiać straty. Świetną formę pokazał Piotr Samiec-Talar, lider beniaminka, który rozgrywał setne spotkanie w Ekstraklasie. Raków rozpoczął natomiast sezon od falstartu. Była to bowiem jego druga ligowa porażka z rzędu.
Komentując akceptujesz regulamin.