Oglądasz polskich artystów czy zagraniczne gwiazdy? A może wolisz kino spoza głównego nurtu, festiwalowe odkrycia lub inne produkcje na konkretny temat? Mamy to wszystko w ofercie CANAL+!

Komandosi, dżungla i kosmita. Film “Predator” (1987): gdzie obejrzeć pierwszą część kultowej serii z Arnoldem Schwarzeneggerem?
Film "Predator" (1987) bez wątpienia wyznaczył nowy kierunek w kinie akcji. Choć po latach wiele aspektów produkcji wypada komicznie, innym trzeba oddać sprawiedliwość (patrz: oceny). Zacznijmy od człowieka-siłowni, który gra tutaj pierwsze skrzypce, a przynajmniej z pozoru - Arnolda Schwarzeneggera, wówczas w szczytowej formie. Muzykę, która stanowi kluczowy element budowania napięcia, skomponował twórca znany z “Powrotu do przyszłości”, Alan Silvestri, dziś mający na koncie takie produkcje jak “Forrest Gump”, “Kosmos”, “Avengers: Koniec gry”, “Kontakt” czy “Van Helsing”. Trudno uwierzyć, że wykorzystane w filmie efekty wizualne powstały w większości bez użycia komputera. Niektóre z nich zyskały status kultowych, a produkcję nominowano za nie do Oscara. Chcesz dowiedzieć się więcej? Przeczytaj recenzję, poznaj twórców i ciekawostki dotyczące produkcji, sprawdź, gdzie obejrzeć film “Predator”.
- O czym jest film “Predator” (1987)? [recenzja]
- Gdzie obejrzeć film “Predator” (1987)?
- Obsada i twórcy
- Nagrody
- “Predator” - produkcja i ciekawostki
- Film “Predator” w ofercie CANAL+
Film „Predator" wypożyczysz w serwisie streamingowym CANAL+ (kolekcja CANALVOD). Kultowy film akcji z elementami sci-fi w reżyserii Johna McTiernana opowiada o ratunkowej akcji w dżungli z udziałem elitarnego oddziału najemników, który staje oko w oko z pozaziemskim wrogiem.
- Czas trwania: 1 godz. 45 min.
- Oceny: IMDb 7,8/10; Filmweb 7,4/10; Rotten Tomatoes 65%; Mustwatch 7,8/10
Film „Predator” możesz wypożyczyć w serwisie CANAL+ (kolekcja CANALVOD).
O czym jest film “Predator” (1987)? [recenzja]

Fabuła filmu “Predator” (1987) skupia się wokół elitarnego oddziału komandosów pod wodzą majora Dutcha, który zostaje wysłany do środkowoamerykańskiej dżungli, by odnaleźć i odbić z rąk porywaczy dwóch wysokiej rangi polityków. W tych trudnych okolicznościach przyrody przyjdzie im zmierzyć się z lokalną partyzantką, lecz ta okaże się ich najmniejszym zmartwieniem...
Czy film „Predator” (1987) doczekał się kontynuacji i serii filmów?
Zanim przejdę do niestety dość okrutnej oceny filmu, trzeba zaznaczyć, że jedynka okazała się hitem na tyle, że dała początek jednej z najbardziej znanych franczyz w historii kina.
W jej skład wchodzą takie tytuły jak:
- „Predator 2” (1990)
- “Predators” (2010)
- “Predator” (2018)
- “Predator: Prey” (2022) - prequel, którego akcja dzieje się ok. 300 lat przed wydarzeniami z 1. części serii
- “Predator: Pogromca zabójców” (2025) - pełnometrażowa animowana antologia
- “Predator: Strefa zagrożenia” (2025)
Zalicza się do niej również 2 crossovery:
- “Obcy kontra Predator” (2004)
- “Obcy kontra Predator 2” (2007)
Jak powstał pomysł na film „Predator” (1987)?
W Hollywood krąży pewna związana z tym anegdota. Po premierze 4. części “Rocky’ego”, w 1985 r. padł żart, że skoro pokonał już wszystkich ziemskich rywali, teraz musi paść na istotę z kosmosu. Rzekomo pomysł ten podchwycili scenarzyści “Predatora”. Choć brzmi uroczo, nie ma to związku z prawdą, gdyż wstępny pomysł na film powstał kilka lat wcześniej, w 1983 r.
Jakie wrażenie dziś robi film “Predator” (1987)?
Obawiam się, że będę bezlitosna, a muszę zaznaczyć, że wychowałam się na kinie akcji właśnie ze Schwarzeneggerem, Sylvestrem Stallone’m, Dolphem Lundgrenem i Jean-Claude Van Damme’m, więc darzę je sporym sentymentem. Ba, dziś na przykład uwielbiam filmy z Jasonem Stathamem, które bazują na podobnym mechanizmie. Sęk w tym, że o ile Statham potrafi grać, o tyle Arnold po prostu jest i przez wiele lat to widzom wystarczało. Samotny bohater, siłacz, słowem: conan w dżungli z jedną, naczelną miną - dziś ten patent sam w sobie już się nie sprawdza.
Roboczo podzieliłabym film na dwie części, choć pozorna granica jakości i tak mocno się tutaj rozmywa. Pierwsza połowa przypomina marzenie dużych chłopców o zabawie w wojnę, tylko już nie na patyki. Choć w pewnym momencie zaczyna się sporo dziać, brakuje tu choćby pozorów realizmu. Zaczyna się jak poważna produkcja wojenna, lecz w porównaniu ze współczesnymi, epatującymi patosem i heroizmem filmami wojennymi zza oceanu, tutaj mamy do czynienia z parodią amerykańskich żołnierzy czy też byłych żołnierzy, choć bez wojskowego przeszkolenia rzekomo się nie obyło. Niby mowa o honorze i kodeksie, lecz nieśmieszne suchary (myślę, że i dzisiaj, i wówczas) komandosów czynią z nich tępych, lecz pozbawionych mózgu osiłków od brudnej roboty. A kwestie typu “zatrzyjcie ślady” po tym, co tam odwalają, dodatkowo potęgują wrażenie parodii. Nie ma to nic wspólnego z błyskotliwym humorem rodem choćby z “Air America”.

W filmie nie brak co prawda elementów, które mają wprowadzać dramatyzm – konfliktu między głównymi bohaterami skutkującego brakiem zaufania, kobiety-jeńca, wreszcie: kroczącego za nimi, nie do końca namacalnego zła, lecz wszystko to nie wzbudza u widza tych emocji, które powinno. Niektóre wątki są zaledwie liźnięte, pozbawiona autentyczności gra spojrzeniami drażni, nie wspominając o tej aktorów, a całość kojarzy się ze szkolnym odhaczaniem elementów z przepisu na filmowy blockbuster. Wszystkie te aspekty sprawiają, że to, co ma budzić napięcie i niepokój, zaczyna śmieszyć. I choć później sytuacja się trochę rozkręca, a sekwencje akcji są dobre, to zachodzi obawa, że w tej rozpętanej przez siebie zadymie, główni bohaterowie w końcu uśmiercą tych, których mieli uratować, a przy okazji również siebie nawzajem.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że cała ta niepoważna rozbiegówka powstała tylko po to, by w drugiej połowie filmu gwiazda Arnolda mogła rozbłysnąć pełnym blaskiem. Tym bardziej, że to z myślą o nim powstał scenariusz. I ja naprawdę rozumiem jego fenomen, pierwszej mainstreamowej gwiazdy kulturystyki w amerykańskim kinie, persony siłacza i samotnego mściciela, który jako jedyny ma szansę pokonać wroga i pomścić swoich ludzi. Ba, darzę go ogromnym sentymentem. Sęk w tym, że tu do akcji wkracza rzadkie połączenie Rambo, Punishera, Tarzana, King Konga i Macgyvera, co samo w sobie jest już dość komiczne.
Produkcja dowodzi tego, jak wielką siłę stanowi dobra obsada. W filmie zagrało dosłownie kilku aktorów i praktycznie każdemu z nich brakowało i talentu, i warsztatu. W jedną z postaci wcielił się sam scenarzysta. Zdaję sobie sprawę z tego, że to kino akcji, w dodatku z elementami sci-fi, ale dziś nawet w filmach akcji czy przygodowych, tym bardziej tak dużego kalibru, coś takiego raczej by nie przeszło. Ograniczenie gry do rzucanych sobie milczących, powłóczystych spojrzeń to trochę to za mało. Ale wiem, chodziło o Arnolda...
Przechodząc do samej postaci kosmity... Początkowo próba namierzenia zielonych ludzików w dżungli jest jak szukanie igły w stogu siana, ale miejsca akcji się nie czepiam. Natomiast odnoszę wrażenie, że mnogością sposobów przedstawienia postaci obcego, twórcy przedobrzyli. Można było zatrzymać się na retrofuturystycznym klimacie rodem z “Archiwum X” i byłoby dobrze. Choć finalnie postać ta okazuje się dość przerażająca, zwłaszcza jej “twarz”, to przez cały film było to bardzo źle sprzedawane. Za dużo tych wcieleń i transformacji, rozjeżdża się to totalnie. Po cóż była im ta uosobiona postać, nie wiem... Trochę to irracjonalne, choć może próżno w lekkiej rozrywce doszukiwać się logiki. Swoją drogą, biorąc pod uwagę ilość zmian w tym zakresie, strach pomyśleć, jak twórcy wyobrażali go sobie na samym początku...
Choć film zdobył nominację do Oscara za efekty wizualne (wszystko sprowadza się głównie do postaci tytułowego predatora), strona wizualna filmu ogółem pozostawia wiele do czynienia. Niektóre sceny czy efekty specjalne wołają o pomstę do nieba, a specjalistką w temacie nie jestem. Nie żartuję, momentami nie wierzysz, w to, co widzisz lub słyszysz. Niektóre sceny wyglądają jak zdjęcia do Harry’go Pottera przed dołożeniem CGI – totalnie krindżowo (polecam). Problem w tym, że tam po obróbce będzie złoto, a tutaj z tym zostajemy... Trafiają się również niezłe sceny, jak choćby tak, gdy Arnold staje oko w oko z obcym, i wszystko byłoby świetnie, gdyby nie to, że na koniec zaczyna mówić sam do siebie i tłumaczyć nierozgarniętemu widzowi coś, czego trudno było nie załapać. No ale łatwo tak mówić niemal 40 lat później, więc by oddać twórcom sprawiedliwość...
Spróbuję sobie wyobrazić, jak oceniłabym ten film w 1987 r.
Bo z pewnością byłoby to kino wciągające i trzymające w napięciu, gdyby nie te spartolone lub całkowicie zbędne elementy. Samo osadzenie akcji w dusznej, klaustrofobicznej, gęstej dżungli nie było złą koncepcją. Niewiele widać dookoła, trudno wyczuć zbliżające się zagrożenie, niby to dobra kryjówka, ale de facto miecz obosieczny. Dramatyzm jest. Słowem: punkt dla scenarzysty. Efekty wizualne bez wątpienia jak na tamte czasy były sporym osiągnięciem., a zdjęcia, praca kamery, a przede wszystkim muzyka i dźwięk, żonglowanie ciszą są niezłe. Bo to one dźwigają na barkach ciężar budowania napięcia. Wówczas rodził się dopiero fenomen Arnolda, więc i tutaj: punkt dla twórców. Punkt również dla niego, gdyż to jego zasługą było wprowadzenie do fabuły całego oddziału komandosów, a że wyszło trochę nieudolnie, to już inna sprawa.

Czy warto obejrzeć film “Predator”?
Tak, bowiem tworzył on podwaliny pod współczesne kino akcji. Ponadto stanowił nietypową jak na tamte czasy hybrydę gatunków: filmu akcji, thrillera, horroru, dramatu, kina survivalowego, wojennego i science fiction, z czego garściami czerpali późniejsi twórcy. Eksperymentował z konwencją i odwrócił klasyczny schemat: najsilniejszy bohater w końcu trafia na potężniejszego przeciwnika. Choć dziś film momentami wydaje się komiczny, to pod względem czysto rozrywkowym, doskonale spełnia swoją rolę. Tego odmówić mu nie można. No i pamiętajmy, że powstał w epoce, w której efekty komputerowe w dzisiejszym rozumieniu tego słowa były zaledwie pieśnią przyszłości.
Gdzie obejrzeć film “Predator” (1987)?
Film "Predator" możesz wypożyczyć w serwisie CANAL+ (kolekcja CANALVOD)
Obsada i twórcy
- Gatunek: film akcji, sci-fi
- Produkcja: Meksyk, Stany Zjednoczone 1987
- Czas trwania: 1 godz. 45 min.
- Scenariusz: Jim Thomas, John Thomas
- Reżyseria: John McTiernan
- Zdjęcia: Donald McAlpine
- Muzyka: Alan Silvestri
- Obsada: Arnold Schwarzenegger, Carl Weathers, Elpidia Carrillo, Bill Duke, Jesse Ventura, Sonny Landham, Peter Cullen
Nagrody
Produkcja ma na swoim koncie takie wyróżnienia jak:
- Oscar – nominacja za efekty wizualne
- Saturn – za muzykę i nominacje w kategorii “najlepszy film sci-fi”, za efekty specjalne i występ Arnolda Schwarzeneggera
“Predator” - produkcja i ciekawostki
Zdjęcia kręcono od kwietnia do czerwca 1986 r. w Palenque i Puerto Vallarta (Meksyk).
Pierwotny tytuł, używany przez znaczną część produkcji, brzmiał “Hunter”, czyli łowca.
Ta zmiana pociągnęła za sobą zmiany w wyglądzie tytułowego bohatera. Początkowa wersja nie tylko była niepraktyczna, ale przede wszystkim nie wywoływała strachu. W kosmitę miał wcielił się Jean-Claude Van Damme, lecz zastąpił go Kevin Peter Hall.
Kultowy efekt niewidzialności zawdzięczamy czerwonemu kostiumowi, który idealnie kontrastował z roślinnością, a który w postprodukcji usunięto i zastąpiono fragmentem tła, co powodowało charakterystyczny efekt zniekształcenia.
Film “Predator” w ofercie CANAL+
Wypożycz w serwisie CANAL+: "Predator" (kolekcja CANALVOD)
Czytaj więcej:
Odkryj najlepsze seriale akcji
Może Cię zainteresować seria filmów o Rambo z Sylvestrem Stallone
Sprawdź TOP filmów o kosmitach
Mogą Cię zainteresować najlepsze filmy z Jasonem Stathamem
Dowiedz się więcej o kultowej serii filmów “Obcy”
Sprawdź TOP filmów o inwazji obcych
Niniejszy artykuł może zawierać informacje handlowe lub zaproszenie do skorzystania z oferty Usługodawcy lub podmiotów współpracujących. Informacje są aktualne na dzień publikacji, chyba że z treści artykułu wynika inaczej.
Już przeczytane? Daj znać co myślisz o tym artykule!
Komentując akceptujesz regulamin.




