Londyńskie truskawki. Wimbledon 2026: co w trawie piszczy?

Londyńskie truskawki. Wimbledon 2026: co w trawie piszczy?

25 czerwca 2026

Sezon na truskawki oznacza, że w tenisie nadchodzi Wimbledon. Co czeka polskie zawodniczki w prestiżowym turnieju?

Wielkimi krokami zbliża się moment rozpoczęcia trzeciego turnieju Wielkiego Szlema w tym sezonie. Tenis wraca do kolebki. Na kortach All England Lawn Tennis and Croquet Club odbędzie się 139. edycja najważniejszego turnieju na świecie.

Wimbledon 2026: Iga Świątek broni tytułu

Bo właśnie w ten sposób przez tenisistki i tenisistów traktowany jest Wimbledon. Zwycięstwo w tym turnieju pozwala na stałe zapisać się na kartach historii dyscypliny i zapewnić sobie tenisową nieśmiertelność. Wygrać Wimbledon to największe marzenie każdego, kto kiedykolwiek poczuł smak rywalizacji w Londynie. Rok temu tej sztuki, jako pierwsza Polka w historii, dokonała Iga Świątek. Finału kibice tenisa długo nie zapomną – Iga odprawiła „na rowerze” (6:0, 6:0) Amerykankę Amandę Anisimovą w jednym z najbardziej jednostronnych meczów o tytuł w historii turnieju.

Miłe złego początki

Czy taki wyczyn jest możliwy do powtórzenia w tym sezonie? Niestety, niewiele na to wskazuje. Najlepsza polska tenisistka od stycznia tylko raz osiągnęła półfinał turnieju WTA. Na początku współpracy z Francisco Roigiem, bo to właśnie ten trener zastąpił Wima Fisseta, Iga awansowała do najlepszej czwórki w Rzymie, na Foro Italico. Ten występ wlał w serca kibiców sporo nadziei. Szczególnie w meczach z Naomi Osaką i Jessicą Pegulą Świątek przypominała siebie z czasów, kiedy liderowała w rankingu WTA. Nawet porażka z Eliną Switoliną nie zmieniła pozytywnego obrazu. Iga mówiła, że dobrze dogaduje się z Hiszpanem, że mają podobne spojrzenie na tenis. Wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku.

Daleko od formy

Turniej w Paryżu na kortach Rolanda Garrosa pokazał jednak, że Iga nie jest jeszcze w najwyższej dyspozycji. Przegrana „Królowej Paryża” na etapie czwartej rundy French Open, nawet z będącą wówczas w świetnej formie Martą Kostiuk, musi być traktowana jako rozczarowanie. Imprezę ostatecznie wygrała Mirra Andriejewa po sensacyjnym finale, w którym znalazła się Maja Chwalińska. Mai jeszcze w tym artykule poświęcę kilka słów, bo dzięki występowi w Paryżu stała się prawdziwą gwiazdą światowego tenisa.

Porozumienie z trawą

Ale wróćmy jeszcze na chwilę do Igi Świątek. Po nieudanym Rolandzie Garrosie Polka wybrała się na kilka dni odpoczynku, a następnie udała się na Majorkę, aby rozpocząć przygotowania do gry na kortach trawiastych. Później wzięła udział w turnieju Bad Homburg, czyli właściwie skopiowała scenariusz z zeszłego roku. Nie ma się co dziwić – przecież właśnie taki cykl zaprowadził ją do finału w Niemczech i zwycięstwa w Wimbledonie. W zeszłym roku Iga na trawie przegrała tylko jeden mecz. Wygrała dziesięć. W wywiadzie przed pierwszym meczem w małej uzdrowiskowej miejscowości w Hesji powiedziała, że trawę traktuje teraz zupełnie inaczej. Że się z nią polubiła. Nawiązała z nią porozumienie. Wszyscy byliśmy dobrej myśli. Iga wypoczęta, po dobrze przepracowanym okresie przygotowawczym, w miejscu, które lubi, z trenerem, który ma podobną wizję. Co może pójść nie tak?

Zimny prysznic w Bad Homburg

Jak pokazała rzeczywistość – bardzo wiele. Mam wrażenie, że w stosunku do turnieju w Rzymie, Iga zrobiła krok do tyłu. Znowu widzieliśmy ją niespokojną, szarpiącą, często uderzającą bardzo nieczysto. Brakowało płynności i regularności. Kontrolowanej agresji. Wydawało się, że Polka jest zaskoczona niskim kozłem piłki. Do wielu uderzeń była spóźniona. Do tego trzeba jeszcze dodać dziewięć podwójnych błędów serwisowych. Brakowało serii udanych akcji, bo pojedyncze dobre momenty oczywiście się pojawiały. Ale było ich tak niewiele…

Wimbledon 2026: Iga broni miejsca w top 5

Szybka porażka w Bad Homburg to na pewno mocny cios dla naszej tenisistki. Z drugiej strony lepiej odpaść szybko w turnieju WTA 500 niż w Wimbledonie. Iga broni w Londynie 2000 punktów. Jeśli nie awansuje co najmniej do drugiego tygodnia imprezy, może wypaść z czołowej piątki rankingu WTA. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu byłoby to nie do pomyślenia. Dwie porażki w pierwszych meczach turniejów w jednym roku również. Jedno jest pewne – faworytką do zwycięstwa w Londynie Świątek na pewno nie będzie.

Dzika karta Chwalińskiej

Nie będzie też nią Maja Chwalińska, która napisała przepiękną historię w Paryżu. Przyznaję, nie wierzyłem, że Polka otrzyma dziką kartę do turnieju głównego. Pod tym względem przez lata władze Wimbledonu prezentowały pewną wstrzemięźliwość. Dzikie karty lądowały najczęściej u Brytyjek albo przedstawicielek krajów organizujących Wielkie Szlemy (na zasadzie wymiany). Tym razem jednak stało się inaczej. Maja zagra w drabince głównej, co więcej, będzie rozstawiona z numerem 20.

Wimbledon 2026: nowy etap Mai

Chwalińska wchodzi w zupełnie nowy, nieznany dla siebie etap kariery. Stanie się faworytką wielu meczów. Presja wzrośnie. Pojawią się nowe obowiązki, ale też więcej krytyki po porażkach. Ze wszystkimi tymi rzeczami po French Open 2020 musiała radzić sobie Iga Świątek. Ze świetnym skutkiem, bo przecież przez 125 tygodni była numerem 1. Jak tym wszystkim zarządzi Maja? Czy jej gra nadal będzie zaskakiwać? Czy na innych nawierzchniach też będzie groźna dla czołówki? Czas pokaże. My jako kibice lubimy przyzwyczajać się do sukcesów. Utrzymać się na szczycie jest jednak dużo trudniej, niż na chwilę tam wskoczyć. Musimy o tym pamiętać.

Wimbledon 2026: turniej niespodzianek?

Moje główne kandydatki do wygrania Wimbledonu? Trudno je w tym roku jednoznacznie wskazać, patrząc chociażby na wyniki turniejów na trawie. Nazwiska Aryny Sabalenki i Jeleny Rybakiny z racji rankingu wskazać trzeba na pewno. Podobnie jak doświadczoną Tatjanę Marię, której tenis jest skrojony pod rywalizację na tej nawierzchni. Groźna powinna być Linda Noskova, triumfatorka turnieju w Berlinie Pegula, która po porażce w pierwszej rundzie przed rokiem, na pewno pragnie rehabilitacji. Żadna z tenisistek nie jest jednak murowaną faworytką. Będzie bardzo ciekawie. Myślę, że w 139. edycji Wimbledonu możemy być świadkami wielu niespodzianek. I dobrze. Niech się dzieje!

AUTOR: MACIEJ ZARĘBA

Udostępnij

Już przeczytane? Daj znać co myślisz o tym artykule!

Komentując akceptujesz regulamin.

GośćZmień
0/500